Najsmutniejszym ekranem w grach wideo bywa komunikat o zamknięciu serwerów. Po „Game Over” można spróbować jeszcze raz. Gry działające wyłącznie w sieci potrafią zniknąć bezpowrotnie, zabierając ze sobą całe światy i setki godzin wspomnień. Final Fantasy Brave Exvius, mobilne RPG z 2015 roku, również podzieliło ten los. Square Enix postanowiło jednak ocalić część jego dziedzictwa i przy okazji przypomnieć, że czasem największą przysługą, jaką można wyświadczyć grze, jest uwolnienie jej od własnego modelu biznesowego.
Final Fantasy Resonance zamienia bowiem opowieść znaną z mobilnej produkcji w pełnoprawne, kilkudziesięciogodzinne RPG dla jednego gracza. Są tu turowe pojedynki, mapa świata, którą chce się odkrywać, i grafika HD-2D. Zniknęło losowanie postaci charakterystyczne dla systemu gacha. Rozwój drużyny służy teraz przyjemności grania, zamiast zachęcać do kolejnych prób szczęścia.
Historia rozpoczyna się w królestwie Grandshelt, gdzie przyjaciele z dzieciństwa, Rain i Lasswell, badają zagrożenie związane z jednym z magicznych kryształów. Dołącza do nich cierpiąca na amnezję Fina, a lokalny incydent szybko przeradza się w wyprawę, od której zależy przyszłość świata. Kryształy, pradawne konflikty, tajemnicze pochodzenie bohaterów i przeciwnicy o niejasnych intencjach – wielbiciele starszych odsłon Final Fantasy poczują się jak u siebie.
Scenariusz początkowo jest wręcz ostentacyjnie zachowawczy. Rain reprezentuje szlachetny idealizm, Lasswell jest jego powściągliwym przeciwieństwem, a część zwrotów akcji łatwo przewidzieć. Z czasem ich przyjaźń nabiera ciekawszych odcieni: lojalność ściera się z rywalizacją i potrzebą uznania. Podoba mi się też emocjonalna szczerość tej opowieści. W czasach, gdy popkultura często puszcza oko do odbiorcy, jakby wstydziła się własnego patosu, tutaj o poświęceniu i przyjaźni mówi się całkiem serio. Szkoda, że fabuła tak długo nabiera rozpędu. Najlepsze sceny poruszają, lecz całość ustępuje dramaturgicznie największym odsłonom serii.
Znacznie łatwiej zakochać się w samym podróżowaniu. Świat Lapis składa się z miast, osad i lochów skrywających sekrety. Przemierzamy go pieszo, na grzbiecie chocobo, a później również sterowcem. Po drodze znajdujemy skarby, opcjonalnych bossów i zadania rozwijające historie członków drużyny. Eksploracja regularnie nagradza ciekawość. Główna przygoda zajmuje około 35-45 godzin, a poszukiwanie sekretów i wyzwania w Koloseum mogą wydłużyć ją do ponad 60. Łatwo wtedy zapomnieć o pilnej misji ratowania świata. W dobrym japońskim RPG-u trudno o lepszy komplement.





Najważniejsza pozostaje walka. Jednocześnie kierujemy czterema bohaterami, a widoczna kolejność tur pozwala planować działania. Każdy przeciwnik ma pasek równowagi, który szybciej opróżniamy, wykorzystując jego żywiołowe słabości. Doprowadzenie do stanu Stagger odbiera wrogowi możliwość działania, osłabia jego obronę i daje dodatkową akcję. Jeżeli uda się wytrącić z równowagi wszystkich przeciwników naraz, uruchamiamy Sweeping Stagger, zapewniający drużynie kolejne ruchy i dostęp do efektownej techniki Resonance. Reguły te szybko zamieniają się w satysfakcjonującą układankę.
Square Enix przywraca do życia zapomnianą opowieść i przypomina, dlaczego kiedyś potrafiliśmy spędzać całe noce na ratowaniu pikselowych światów
Najprzyjemniejsze są pojedynki, w których wygrywamy pomysłem, nie przewagą poziomów. Odpowiednio zaplanowany atak potrafi przerwać przygotowywany przez bossa cios, a dobrze rozłożone wzmocnienia zmieniają desperacką obronę w błyskawiczną ofensywę. Nie trzeba mieć refleksu zawodnika e-sportowego. Wystarczy cierpliwość, odrobina wyobraźni i gotowość do przyznania, że poprzedni plan był fatalny. Walka daje sporo przestrzeni na eksperymenty, choć z czasem ujawniają się także jej słabości.




Jeszcze ciekawszy jest system Visions, pozwalający przywoływać duchowe reprezentacje postaci z innych odsłon Final Fantasy. Wśród 26 bohaterów znajdują się Cloud, Terra, Tidus, Noctis i Sephiroth. Przypisanie Vision do członka drużyny daje mu nowe zdolności i premie do statystyk, a rozwijanie tych postaci pozwala zachować część odblokowanych umiejętności nawet po zmianie przywołania. Dzięki temu wojownik może nauczyć się magii, a uzdrowiciel zyskać ofensywne możliwości. Visions zdobywamy w sanktuariach, poznając przy tym historie dawnych gier. Weterani spotykają starych przyjaciół, debiutanci dostają interaktywną lekcję historii serii. Sentyment idzie w parze z użytecznością. Cloud przydaje się także komuś, kto dopiero poznaje jego ogromny miecz.
Nie wszystko działa równie dobrze. Część kombinacji umiejętności okazuje się wyraźnie skuteczniejsza od pozostałych, co zachęca do powtarzania tych samych strategii. Niektórzy bossowie mają przesadnie wytrzymałe paski Stagger, przez co pomysłowe starcia przeciągają się ponad miarę. Po kilkudziesięciu godzinach zaczynają też nużyć widowiskowe animacje ataków specjalnych, których nie zawsze można dostatecznie szybko pominąć. System walki jest znakomity, kiedy wymaga myślenia. Gorzej, gdy sprawdza głównie naszą cierpliwość.
Oprawa wizualna świetnie wykorzystuje estetykę HD-2D, łącząc pikselowe postacie z trójwymiarowymi sceneriami, nowoczesnym oświetleniem i głębią ostrości. Krajobrazy przypominają misterne dioramy, a dynamiczna kamera dodaje scenom rozmachu. Zgrzyty pojawiają się, gdy animacje CGI zderzają się z pikselową stylistyką. Znacznie bardziej spójna jest muzyka. Orkiestrowe kompozycje potrafią nadać powagi nawet prostym wydarzeniom, a powracające motywy z dawnych odsłon wywołują emocje, zanim jeszcze zobaczymy znajomą postać. Niesamowite, ile osobistych wspomnień mieści kilka nut z gry sprzed dwudziestu lat.
Final Fantasy Resonance bywa przewidywalne, rozwlekłe i chwilami zbyt przywiązane do starych przyzwyczajeń. Ma jednak w sobie ujmującą szczerość: wierzy w przyjaźń, wielkie emocje i radość z odkrywania kolejnego skarbu za następnym wzgórzem. Nie musi rewolucjonizować gatunku, żeby dawać prawdziwą przyjemność. A w historii o kryształach przechowujących potężną magię najpiękniejsze okazuje się to, że udało się ocalić również kawałek pamięci o grze, która miała już na zawsze zniknąć.
Werdykt
NASZYM ZDANIEM
Square Enix wydobyło z cyfrowego cmentarzyska przygodę, która pomimo kilku staroświeckich przywar przypomina, dlaczego kiedyś tak łatwo było zakochać się w japońskich RPG-ach.
Plusy
Rozbudowany, satysfakcjonujący system walki i rozwoju drużyny. Znakomita eksploracja oraz mnóstwo wartościowej zawartości. Piękna grafika HD-2D i świetna muzyka. Pomysłowo wykorzystane dziedzictwo serii.
Minusy
Nierówna, przewidywalna fabuła. Przeciągające się pojedynki i problemy z balansem. Niespójności wizualne i zbyt długie animacje. Brak polskiej wersji językowej.



