Sens niektórych urządzeń najlepiej rozumie się dopiero wtedy, gdy temperatura przekracza 30 stopni, klimatyzacja przechodzi na urlop, a człowiek zaczyna traktować otwartą lodówkę jak miejsce kontemplacji. Przenośny wentylator Dyson HushJet Mini Cool należy właśnie do tej kategorii gadżetów.
To niewielkie urządzenie mierzy 180 mm i waży mniej więcej tyle co przeciętny smartfon, więc można wrzucić je do torby bez podejmowania trudnych decyzji dotyczących bagażu. W dłoni działa jak klasyczny wentylator osobisty, na biurku może pracować w podstawce, a po dokupieniu uchwytu da się nosić je na szyi. Przydaje się więc wszędzie tam, gdzie tradycyjny wentylator byłby równie praktyczny jak ekspres do kawy w tramwaju.

W środku pracuje silnik osiągający 65 000 obr./min, a w trybie zwiększonej wydajności strumień powietrza rozpędza się do 25 m/s. Dysza HushJet została zaprojektowana tak, by ograniczać turbulencje, dzięki czemu podmuch pozostaje skupiony, ale nie brzmi jak niewielki dron przygotowujący się do startu. Gumowe mocowanie silnika dodatkowo tłumi drgania, co ma znaczenie podczas pracy przy komputerze czy podróży pociągiem, gdzie ostatnią rzeczą, jakiej potrzebują współpasażerowie, jest osobista turbina.
Bezłopatkowa konstrukcja ułatwia czyszczenie i zmniejsza ryzyko przypadkowego spotkania palców z szybko obracającym się wirnikiem. Akumulator o pojemności 5 000 mAh pozwala na maksymalnie 6 godzin pracy przy najniższym ustawieniu, a pełne ładowanie przez USB-C zajmuje około 3 godzin.


Dyson HushJet Mini Cool kosztuje 399 PLN i występuje w trzech wersjach kolorystycznych. Nie zastąpi klimatyzacji i nie zmieni salonu w górskie schronisko, ale też nie do tego został stworzony. Jego zadaniem jest dać kilka stopni subiektywnej ulgi dokładnie tam, gdzie akurat jesteśmy. W wakacje bywa to funkcja bardziej pożądana niż połowa aplikacji zainstalowanych w telefonie.
Materiał powstał we współpracy z marką Dyson.



