Rynek samochodów przez ostatnie lata zachowywał się tak, jakby każdy kierowca nagle musiał mieszkać na skraju lasu, wozić rowery, psa, kajak i raz w tygodniu pokonywać błotnistą drogę do własnej samotni. W praktyce wielu użytkowników flotowych nadal jeździ głównie po mieście, między spotkaniami, hotelami, lotniskami i autostradą. Dla nich klasyczny sedan nie jest reliktem, tylko bardzo logicznym narzędziem. Toyota Camry dobrze wpisuje się właśnie w ten rodzaj motoryzacyjnej normalności.
Camry ma za sobą ponad 40 lat historii i ponad 22 miliony sprzedanych egzemplarzy na świecie. To liczby, które nie muszą nikogo ekscytować, ale sporo mówią o pozycji modelu. Zwłaszcza dziś, gdy sedan segmentu D stał się niemal gatunkiem chronionym. Toyota nadal traktuje Camry jako propozycję dla firm, kadry menedżerskiej i tych klientów flotowych, którzy nie potrzebują udawać weekendowych odkrywców, żeby mieć wygodny samochód do pracy.
Najnowsza Camry mierzy 4920 mm długości, a rozstaw osi wynosi 2825 mm. W praktyce oznacza to przestronną kabinę, szczególnie istotną wtedy, gdy auto ma być nie tylko środkiem transportu, ale też ruchomym buforem między jednym obowiązkiem a drugim. Sedan Toyoty ma nisko osadzony przód, smukłe reflektory i spokojnie narysowaną sylwetkę. Nie próbuje wyglądać jak koncept z targów przyszłości, co w tej klasie może być akurat zaletą.
W kabinie Toyota stawia na komfort i użyteczność. Kierowca ma przed sobą cyfrowe zegary, a centralne miejsce zajmuje 12,3-calowy ekran systemu Toyota Smart Connect+. W wersji Executive Camry może pełnić rolę klasycznej limuzyny z tylną kanapą, która nie jest tylko dodatkiem do bagażnika. Pasażerowie z tyłu mogą korzystać z panelu w podłokietniku, sterując nagłośnieniem, pochyleniem foteli, roletami i temperaturą. To detal, który w aucie flotowym potrafi mieć większe znaczenie niż kolejny agresywnie nazwany tryb jazdy.



Na pokładzie jest także pakiet Toyota T-MATE z trzecią generacją Toyota Safety Sense. Obejmuje m.in. układ wczesnego reagowania w razie ryzyka zderzenia, proaktywnego asystenta jazdy, układ awaryjnego zatrzymania pojazdu oraz inteligentny tempomat adaptacyjny. Radar i kamery pomagają wykrywać pieszych, rowerzystów oraz inne pojazdy, także w bardziej skomplikowanych sytuacjach miejskich. Przy niemal pięciometrowym nadwoziu przydają się też czujniki parkowania, kamera cofania oraz opcjonalny system kamer 360 stopni.
Sercem Camry pozostaje hybryda piątej generacji. Układ oparty na wolnossącym, czterocylindrowym silniku 2.5 l rozwija łącznie 230 KM i pozwala rozpędzić auto od 0 do 100 km/h w 7,2 sekundy. Ważniejsze od samego sprintu jest jednak zużycie paliwa. Toyota podaje średnio od 4,8 l/100 km według WLTP oraz emisję CO2 od 109 g/km. W firmie, gdzie samochód nie stoi pod domem jako ozdoba, tylko regularnie pokonuje kolejne kilometry, takie wartości szybko przestają być abstrakcją z katalogu.
Toyota zwraca też uwagę na konstrukcyjną prostotę układu hybrydowego. Camry nie ma rozrusznika, alternatora ani sprzęgła, a silnik spalinowy nie korzysta z turbodoładowania. Do tego silnik elektryczny odciąża jednostkę benzynową i wspiera hamowanie rekuperacyjne, co może ograniczać zużycie elementów układu hamulcowego. Dla użytkownika biznesowego nie jest to może temat do rozmowy przy kawie, ale dla osoby liczącej koszty eksploatacji – już jak najbardziej.
Standardowa gwarancja fabryczna trwa 3 lata. Akumulator trakcyjny objęto gwarancją na 5 lat lub 100 000 km, a w programie Battery Care można ją przedłużać nawet do 10 lat lub 1 000 000 km, pod warunkiem corocznej kontroli baterii w autoryzowanej stacji obsługi Toyoty.
Toyota Camry jest dostępna w trzech wersjach wyposażenia: Comfort, Prestige i Executive. Do wyboru jest osiem lakierów oraz kilka wariantów tapicerki, od ciemnych po jasny beż i brąz. Ceny zaczynają się od 169 900 PLN. W leasingu KINTO One dla firm miesięczna rata startuje od 1481 PLN netto przy umowie na 36 miesięcy, 10-procentowej opłacie wstępnej i limicie 60 000 km.
Camry nie jest samochodem, który próbuje krzyczeć o swojej nowoczesności. Raczej spokojnie przypomina, że w motoryzacji nadal istnieje miejsce na wygodną, oszczędną limuzynę, która ma przede wszystkim dobrze robić swoją robotę. A w biznesie to czasem brzmi bardziej przekonująco niż jakiekolwiek modne hasło.



