Twórczość Zdzisława Beksińskiego nigdy specjalnie nie potrzebowała dopowiedzeń. Wystarczyło spojrzeć na jeden z jego obrazów, żeby mieć poczucie, że ktoś otworzył drzwi do snu, którego nie da się łatwo opowiedzieć po przebudzeniu. Jesienią 2026 roku te drzwi ponownie zostaną uchylone w wersji scenicznej – Beksiński Live wraca z kolejnymi pokazami w Warszawie i Wrocławiu.
Spektakl zostanie zaprezentowany 20 września w COS Torwar oraz 8 października w Hali Stulecia. Format pozostaje ten sam w założeniu, ale trudno nazwać go zwykłym koncertem, wystawą czy pokazem multimedialnym. To raczej próba przeniesienia malarskiego świata Beksińskiego do przestrzeni, w której obraz, dźwięk, światło i scenografia zaczynają działać razem – trochę jak kino bez klasycznej fabuły, trochę jak sen, który dostał własny system nagłośnienia.
Centralnym elementem widowiska są animowane obrazy artysty. Nie chodzi jednak o proste „ożywianie” malarstwa dla efektu, bo w przypadku Beksińskiego łatwo byłoby przekroczyć granicę między interpretacją a cyfrowym lunaparkiem. Sens tego projektu leży gdzie indziej: w budowaniu nastroju, w wydobyciu z jego prac napięcia, symboliki i tego szczególnego rodzaju niepokoju, który nie krzyczy, tylko siedzi obok nas w ciszy.
Za muzyczną warstwę spektaklu odpowiadają Michał Wasilewski oraz Kamil Zawiślak, znany jako Wishlake. Na scenie pojawią się także Justyna Steczkowska, The Dumplings, Ralph Kaminski i Mery Spolsky, których występy przygotowano w specjalnych aranżacjach. To zestaw na tyle różnorodny, że może działać nie przez stylistyczną jednorodność, lecz przez kontrast – tak jak u Beksińskiego, gdzie piękno i groza często stoją zaskakująco blisko siebie.
Organizatorami wydarzenia są Live2Listen oraz endorfina events. Projekt powstaje we współpracy z Muzeum Historycznym w Sanoku, co ma znaczenie nie tylko formalne, ale też symboliczne – to właśnie Sanok pozostaje jednym z najważniejszych punktów na mapie pamięci o artyście i jego twórczości.
Beksiński Live wpisuje się w coraz mocniejszy trend pokazywania sztuki poza klasycznymi ramami galerii. Można się na to krzywić, jeśli każda animacja obrazu kojarzy się komuś z ekranem w centrum handlowym, ale dobrze zrobione widowisko tego typu potrafi otworzyć dzieła dla widzów, którzy być może nie przyszliby do muzeum, za to chętnie wejdą w doświadczenie zbudowane z obrazu, muzyki i światła. Przy Beksińskim ta forma ma dodatkowy sens – jego malarstwo od zawsze wyglądało tak, jakby było zatrzymaną klatką z czegoś większego. Teraz ta klatka znowu zacznie się poruszać.



