Segment B bywa przewidywalny. Ma być zwinny, rozsądny cenowo i nie przesadzać z ambicjami. Tymczasem szósta generacja Renault Clio sprawia wrażenie, jakby ktoś w centrali uznał, że „rozsądek” nie musi oznaczać „minimum”. I że miejski hatchback może oferować rzeczy, które jeszcze chwilę temu kojarzyliśmy z klasą wyżej.
Kokpit jak tablet, ale bez efektu „gadżetu”
Największa zmiana? Wnętrze. Centralne miejsce zajmuje 10-calowy ekran systemu openR link, a przed kierowcą pracują cyfrowe zegary. Brzmi jak standard 2026 roku, ale w praktyce robi różnicę. Interfejs nie udaje futurystycznego kokpitu z filmu science fiction – działa jak dobrze skonfigurowany smartfon. Można układać widżety, skróty, zapamiętać preferencje. Auto po prostu „wie”, jak lubisz jeździć i z czego korzystasz.
openR link ma wbudowane usługi Google – Google Maps, Google Assistant i Google Play – więc nawigacja czy aplikacje działają bez podpinania telefonu. Aktualizacje odbywają się zdalnie, przez OTA, bez wizyty w serwisie. W kolejnej aktualizacji system dostanie Google Gemini, który ma zastąpić Asystenta Google. W teorii oznacza to bardziej naturalną rozmowę, możliwość przerywania komend i swobodną zmianę języka w trakcie. W praktyce – mniej klikania, więcej mówienia.
W codziennym użytkowaniu to właśnie ta płynność jest kluczowa. Nie chodzi o to, że Clio „ma Google”. Chodzi o to, że nawigacja nie wymaga trzech podmenu, a klimatyzację można ustawić jednym poleceniem głosowym, kiedy stoisz w korku i próbujesz nie spóźnić się na spotkanie.
Do tego dochodzi system MULTI-SENSE, który pozwala dopasować charakter auta do nastroju – od spokojnego, komfortowego toczenia się po bardziej dynamiczne reakcje. Bez magii, ale z wyczuwalną różnicą.



Więcej miejsca, niż sugeruje rozmiar
Clio nadal jest autem miejskim, ale w środku nie sprawia wrażenia kompromisu. Z tyłu pasażerowie mają 14 cm miejsca na kolana, co w tej klasie bywa luksusem. Bagażnik oferuje do 391 litrów pojemności – jeden z najlepszych wyników wśród porównywalnych hatchbacków – a próg załadunku obniżono o 40 mm względem poprzednika. Doceni to każdy, kto próbował wcisnąć walizkę kabinową bez gimnastyki kręgosłupa.
Materiały również idą w stronę dojrzałości. Tapicerka powstaje w 100% z włókien pochodzących z recyklingu. Nie jest to manifest ekologiczny wykrzyczany wielkimi literami, raczej spokojny sygnał, że nawet małe auto może być projektowane z myślą o czymś więcej niż tylko cennik.
Napęd pod styl życia, nie odwrotnie
W gamie silników znajdziemy trzy wyraźne kierunki.
Najbardziej zaawansowana wersja to full hybrid E-Tech 160 KM. Układ z dwoma silnikami elektrycznymi i automatyczną skrzynią z e-shifterem potrafi w mieście poruszać się w dużej mierze na prądzie, a akumulator ładuje się podczas jazdy. Według producenta zużycie paliwa może być nawet o 40% niższe niż w tradycyjnej benzynie. W realnym świecie oznacza to ciche ruszanie spod świateł i mniej wizyt na stacji.
Dla zwolenników klasyki jest benzynowe TCe 115 KM – elastyczne, dynamiczne w codziennym ruchu, z automatyczną skrzynią i łopatkami przy kierownicy. A w drugiej połowie 2026 roku pojawi się wersja Eco-G 120 KM z instalacją LPG, celująca w tych, którzy liczą każdą złotówkę przy tankowaniu i robią rocznie więcej kilometrów, niż planowali.

29 systemów wsparcia – i mniej zmęczenia po pracy
W zależności od wersji Clio może mieć do 29 systemów wspomagania kierowcy. Adaptacyjny tempomat z funkcją Stop & Go, aktywne hamowanie awaryjne z wykrywaniem pieszych i rowerzystów, asystent jazdy w korku, monitoring martwego pola, kamery 360° 3D Vision, automatyczne parkowanie. Lista jest długa, ale sens sprowadza się do jednego – po godzinie w miejskim ruchu jesteś mniej zmęczony.
To nie jest rewolucja w rozumieniu „auto, które prowadzi się samo”. To raczej ewolucja w stronę codziennego komfortu. Systemy działają w tle, przejmując drobne zadania, kiedy Twoja uwaga i tak jest podzielona między sygnalizację, rowerzystów i dostawcę na skuterze.
Małe auto, duże ambicje
Nowe Clio nie próbuje być wszystkim naraz. Nadal jest kompaktowym hatchbackiem, który bez stresu zaparkujesz pod blokiem. Ale jednocześnie oferuje cyfrową obsługę, przestrzeń i poziom wsparcia kierowcy, które jeszcze kilka lat temu były zarezerwowane dla droższych modeli.
I może właśnie to jest dziś definicją miejskiego premium – nie skóra na desce rozdzielczej, tylko poczucie, że technologia naprawdę ułatwia życie, zamiast tylko dobrze wyglądać w folderze.



