Alfa Romeo to marka, która zawsze miała w sobie coś więcej niż tylko blachę, konie mechaniczne i tabelki w Excelu. To emocja, zapach benzyny zmieszany z historią torów wyścigowych. Problem w tym, że przez ostatnie dwie dekady ta emocja bywała podszyta frustracją: jakością, niezawodnością i finansową zadyszką. Alfa Romeo dziś próbuje wrócić do gry – i robi to, co dla wielu fanów było nie do pomyślenia jeszcze kilka lat temu: stawia na pełną elektryfikację.
Alfa Romeo Junior Elettrica Veloce trafia w sam środek najbardziej obleganego segmentu współczesnej motoryzacji, czyli miejskich crossoverów. Tyle że zamiast grzecznie ustawić się w kolejce obok kolejnych poprawnych, bezpiecznych i kompletnie bezpłciowych EV, Junior próbuje być… Alfą. Nawet jeśli oznacza to pójście pod prąd.
W testowanej wersji Veloce dostajemy 280-konny silnik na przedniej osi – najmocniejszą konfigurację w gamie – oraz tę samą platformę, na której stoją wersje spalinowe. Już na pierwszy rzut oka widać, że stylistyka nie została „odchudzona” na potrzeby elektromobilności. Charakterystyczny, trójlistny grill, znany z Alf od czasów powojennych, dalej dumnie nosi węża z logo marki, choć w elektryku pełni głównie funkcję symboliczną. Podobnie jak wloty powietrza – zupełnie zbędne, ale jakże potrzebne wizualnie.
Junior nie jest najpiękniejszą Alfą w historii, ale w świecie samochodów projektowanych pod algorytmy i badania fokusowe ma w sobie wyraźną osobowość. Agresywne, wąskie reflektory rysują groźną twarz, a przy okazji świecą fenomenalnie, nie oślepiając innych. Linia boczna to klasyczny „podniesiony hatchback”, z kontrastowym dachem i ukrytą klamką tylnych drzwi, która sprytnie czyści sylwetkę. Wersja na 20-calowych kołach wygląda znakomicie – współczesna interpretacja motywu quadrifoglio jest tu jednym z najmocniejszych akcentów – choć fizyka szybko przypomni, że styl i zasięg rzadko idą w parze.
Tył auta to hołd dla dawnych Alf: listwa LED spinająca lampy, piękny napis „Alfa Romeo” i subtelny ducktail, który robi więcej roboty, niż mogłoby się wydawać. Bez niego Junior mógłby zniknąć w tłumie crossoverów, ale z nim – ma swój podpis.
W środku jest… bardzo po alfowemu. Wszystko, czego dotykasz najczęściej, jest miękkie, przyjemne i dobrze wykończone. Alcantara na kierownicy i konsoli centralnej robi świetne wrażenie, podobnie jak kubełkowe fotele Sabelt Corsa, które obejmują ciało jak dobrze skrojona marynarka. Problem w tym, że to marynarka szyta pod tor, a nie pod codzienne dojazdy do biura. Są rewelacyjne w prowadzeniu, ale wysokie, twarde i zwyczajnie niewygodne w miejskim użytkowaniu – a do tego brutalnie ograniczają przestrzeń z tyłu.

Tylna kanapa jest po prostu za mała. Dostęp utrudnia nietypowy kształt drzwi, miejsca na kolana brakuje nawet przy maksymalnie odsuniętych przednich fotelach, a jedynym „udogodnieniem” jest pojedynczy port USB-C. Bagażnik o pojemności 400 litrów mieści się w segmencie, ale jego użyteczność ogranicza wąski otwór i opadająca linia dachu. Po złożeniu siedzeń robi się jeszcze mniej praktycznie, bo podłoga nie jest płaska. Frunk? Jest – i mieści dokładnie jeden przewód do ładowania.
To jedna z tych Alf, które kocha się sercem, ale na co dzień bywa bardziej wymagająca, niż sugeruje jej urok
Cyfrowy świat Juniora to dobrze znany system Stellantis. Szybki, responsywny, poprawny, ale bez fajerwerków. Ekran centralny i zegary mają po 10,25 cala, wyglądają estetycznie i oferują kilka sensownych widoków, choć momentami irytują drobną czcionką. Plus za fizyczne przyciski klimatyzacji i osobny klawisz „home”. Minus – ogromny – za absurdalnie ukryte sterowanie podgrzewaniem foteli, które wymaga wielu kliknięć.

Są też drobne wpadki, które nie powinny zdarzyć się w topowej wersji: puste przyciski po lewej stronie kierownicy, brak podświetlenia lusterek w osłonach przeciwsłonecznych czy fatalnie zaprojektowane lampki sufitowe. To detale, ale właśnie one budują lub psują poczucie obcowania z czymś dopracowanym.
Na szczęście wszystko zostaje wybaczone w momencie, gdy Junior rusza. To jeden z najlepiej prowadzących się crossoverów elektrycznych na rynku. Nisko położony środek ciężkości, agresywny negatyw i masa 1 635 kg sprawiają, że auto czuje się lżejsze, niż jest w rzeczywistości. Skręca chętnie, precyzyjnie, z wyczuwalną granicą przyczepności. Jest w tym coś z dawnych MINI i Abarthów – radość z samego faktu prowadzenia.
Przyspieszenie do setki w 5,9 s nie wbija w fotel, ale jest idealnie dozowane. Alfa świadomie unika brutalnego startu, by nie zamienić przednich opon w dymną instalację artystyczną. Układ kierowniczy daje świetny feedback, auto jest zwrotne i posłuszne, a asysty można jednym przyciskiem wyciszyć. Hamulce są rewelacyjne – 32 metry do zatrzymania i powtarzalność jak w dobrze wytrenowanym sprincie.
Cena tej frajdy jest jednak wysoka. Zawieszenie jest twarde bez żadnych kompromisów, a na gorszych nawierzchniach Junior potrafi być męczący. Do tego dochodzi słaba efektywność napędu: mała bateria i wysoki apetyt na energię sprawiają, że realny zasięg należy do najgorszych w segmencie – katalogowe 322 km każąc traktować jako wariant nad wyraz optymistyczny. Ładowanie do 100 kW i 30 minut od 10 do 80% ratuje sytuację tylko częściowo.
Na tle rywali Junior jawi się jako outsider z duszą artysty. W tej samej grupie Peugeot e-2008 jest na przykład bardziej praktyczny i cichszy. Z drugiej strony żaden z nich nie daje tego poczucia, że ktoś po drugiej stronie naprawdę chciał zrobić coś wyrazistego.
Junior Elettrica Veloce to Alfa z krwi i kości – ciekawa, utalentowana, pełna pasji, ale trudna w codziennym związku. Dla wielu jej zalety okażą się wadami, a wady – nie do zaakceptowania. Paradoksalnie to słabsza, tańsza wersja elektryczna oraz hybrydowa mogą mieć więcej sensu na co dzień. Ta konkretna pozostaje autem dla tych, którzy wciąż wierzą, że samochód powinien dawać emocje – nawet jeśli będą okupione kosztem rozsądku.
Specyfikacja
- CENA MODELU TESTOWEGO 240 800 PLN
- NAPĘD elektryczny FWD
- MOC 280 KM
- 0-100 KM/H 5,9 sekundy
- PRĘDKOŚĆ MAKSYMALNA 200 km/h
- ZASIĘG W CYKLU MIESZANYM (WLTP) 322 km
Werdykt
NASZYM ZDANIEM
Junior Elettrica Veloce to Alfa z temperamentem artysty i cierpliwością do codzienności na poziomie gwiazdy rocka.
Plusy
Wyrazista, charakterystyczna stylistyka. Fenomenalne, sportowe fotele. Świetne prowadzenie i precyzja w zakrętach. Doskonałe hamulce. Nienachalnie działające systemy wsparcia.
Minusy
Skrajnie ciasna tylna kanapa i trudny dostęp do niej. Bardzo twarde zawieszenie. Słaba efektywność i niski realny zasięg. Testowana najwyższa wersja jest najmniej rozsądną.



