Połącz się z nami

Publikacje

Wywiad z Adamem „Nergalem” Darskim

Nie tak długo przed premierą swo­jego ostatniego albumu studyjnego, Nergal, był rozpoznawanym jedy­nie przez fanów ciężkiego grania liderem pomorskiej bestii znanej powszechnie jako Behemoth. Teraz jednak można go już nazwać celebrytą: po związku z gwiazdą muzyki pop, byciu jurorem w programie telewizyjnym, licznych publikacjach na portalach plotkarskich i chorobie, która w związku z wyżej wymienio­nymi faktami stała się wydarzeniem medialnym. Od dzisiaj Nergal może być znany z jeszcze jednej rzeczy: roli pirata, któremu podkładał głos w grze Risen 2: Mroczne wody. I trzeba przyznać, że zrobił to cho­lernie dobrze…

Czym różniła się praca w studiu przy nagrywa­niu dialogów do Risen 2: Mroczne wody od sesji nagraniowej płyty Behemotha?

Wszystkim. Jedynym wspólnym elementem były okoliczności, czyli studio, mikrofon, realizator etc. To zupełnie inny rodzaj pracy, ale równie ekscy­tujący. Przy podkładaniu głosu mam też zdecydo­wanie więcej zabawy. Widzisz, nagrywając płyty Behemotha, nie mogę uciec od wrażenia, że losy świata zależą od tego, jak ona zabrzmi (śmiech). Mówię pół żartem, pół serio. Behemoth jest total­nie poważnym projektem. Soundtrackiem mojego życia. Mam olbrzymi dystans do siebie i swojej twórczości, ale pamiętaj, że to, co robimy, jest cho­lernie autentyczne i poważne. Gra komputerowa to przede wszystkim zabawa.

Czy podkładanie głosu do postaci z gry komputerowej to prosta sprawa? Jak miała się rzeczywistość do twoich wyobrażeń o tej części produkcji tytułu?

Stresowałem się przed tą pracą, nie powiem. Po pierwsze, byłem raptem kilka miesięcy po hospitalizacji. Nie wiedziałem, w jakiej kondycji jest mój głos. To był okres, kiedy miałem poważne problemy ze śluzówką jamy ustnej, tzn. bardzo szybko mi wysychała… brak śliny, suchość w gar­dle, to na pewno nie ułatwia pracy głosem. Ale całość wyszła mi zadziwiająco dobrze. Stresowa­łem się, ale wewnątrz czułem, że nadaję się do tej roli. Że dam sobie świetnie radę. Kiedy pytałem producenta, ile potrwa praca, powiedział, że pro­fesjonalny aktor ogarnia ten materiał w 3 godziny. Ja skończyłem całość z poprawka­mi w 1,5 godziny. To o czymś świadczy.

W grze Risen 2: Mroczne wody wcielasz się w rolę Slayne’a, który nie należy do najgrzecz­niejszych piratów w okolicy. Co jednak, jeśli zaproponowanoby ci wcielenie się w postać jakiegoś prześmiewczego wizerunku pirata fajtłapy?

Zgaduję, że moja wszechstronność mogła­by niejednego zaskoczyć, ale. zgaduję, jak powiedziałem (śmiech). Nie wiem. Poczekamy, zobaczymy. Może kiedyś zmierzę się z postacią, która nijak ma się do mojego temperamentu czy wizerunku scenicznego.

Co wspólnego mają Slayne i Nergal?

Potrafię być przebiegły, ale chyba na tym kończą się wspólne cechy. Slayne z natury jest postacią nikczemną, złą. Mnie fascynuje zło, ale w zupeł­nie innym aspekcie.

Jak doszło do tego, że zaproponowano ci współpracę przy tym projekcie?

Dostawałem już wcześniej podobne propozycje, ale nigdy nie były one satysfakcjonujące finan­sowo. Nie będę owijał w bawełnę. Dbam o swoje interesy i nie daję się wykorzystywać. Pewnego dnia przyszła oferta, która wreszcie zabrzmiała dobrze. Kilka telefonów, kontrakt i wizyta w stu­dio. ot, cała filozofia.

Ostatnimi czasy stałeś się dość medialnym człowiekiem, który trafia powoli do serc wielu do niedawna zatroskanych ciemną stroną twojej osobowości matek i babć. Czy cieszy cię taki obrót spraw i dużo większa niż jeszcze kilka lat temu rozpoznawalność? Taki był plan? Był jakikolwiek?

Niczego nie planuję poza tym, że chcę pozostać autentyczny niezależnie od sytuacji, w której się właśnie znajdę. Nie mam problemów z obcowa­niem z kamerą. mam wrażenie, że wyssałem tę umiejętność z mlekiem matki (śmiech). Zresztą, 20 lat pracy z Behemothem na scenach całego świata dało mi warsztat, który ułatwia mi reali­zowanie różnych medialnych projektów. Nie za bardzo dbam o to, co o mnie myślą tak długo, jak sam jestem szczery wobec siebie. A medialność? Rozpoznawalność? Plotki? To jak podatek VAT, tyle że od popularności. Da się z tym żyć.

Gdzie w tym całym medialnym bałaganie, w jakim się dzisiaj znajdujesz, jest Behemoth? Niby gracie koncerty i zespół nie ucierpiał na fali twojej popularności, ale jest to teraz więk­sze wyzwanie dla ciebie, niż kiedyś?

Hm. wiesz co, przede wszystkim dajemy sobie czas. Teraz naprawdę nie musimy się z niczym spieszyć. Uważam, że prowadzę zespół dokład­nie tam, gdzie chcę, w tempie, jakie jest odpo­wiednie, by się tam znaleźć. Po prostu. Powoli piszę nową muzykę, mam mnóstwo materiału na teksty. Powstał koncept okładki, która się powoli tworzy. A przy tym oczywiście jesteśmy zajęci koncertami. Przed chwilą skończyliśmy długą trasę po Europie, za chwilę 26 koncertów w USA, potem znowu Europa. Wracamy na właściwe tory. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że w wymiarze koncertowym, ale też interperso­nalnym, nigdy nie byliśmy skuteczniejsi.

Byłeś nie tak dawno jurorem w jednym z programów rozrywkowych, typującym potencjalne gwiazdy estrady. Taki program to rzeczywiście szansa dla tych ludzi na karierę w tym kraju? Czy jest to może jedynie show, mające na celu zgromadzić widzów przed tele­wizorami? Osobiście pamiętam tylko jednego z uczestników ?Voice of Poland” i to tylko dlatego, że podrywałem jego siostrę (śmiech).

Ja pamiętam przynajmniej kilku. Cieszę się, że w mojej grupie znalazły się takie osoby, jak Monika Ulrik. Absolutnie wybitny głos. Filip Sałapa, metalowiec z krwi i kości, który pokazał się z zupełnie innej strony. To było dla niego wy­zwanie, któremu podołał. No i oczywiście mój faworyt od początku programu, Damian Ukeje. Pracuje nad solowym albumem, ale to, co mnie bardziej interesuje, to utwory, które piszemy wspólnie na nienazwany jeszcze projekt.. .ale o tym na razie sza.

Zastanawiam się, jaki jest twój stosunek do szumu medialnego w Polsce wokół twojej oso­by? Przez długi czas Behemoth święcił triumfy na arenie międzynarodowej, ale był zupełnie ignorowany ze względu na swój wizerunek i muzykę w Polsce. Czy jest to teraz twój sym­boliczny środkowy palec do tych wszystkich, którzy udawali, że nie istniejecie? A może po prostu korzystasz z tego szumu, póki trwa?

Myślę, że wszystko to po trochu. Ale, jak już powiedziałem, mam dystans. albo wydaje mi się, że go mam. Ogarniam to. I nie daję się zwariować.

Wasz ostatni teledysk do utworu ?Lucifer” to prawdziwy majstersztyk w zakresie charak­teryzacji i realizacji. Po co jednak robić klip do utworu, który miał swoją premierę prawie trzy lata temu?

Mój zespół jest moją wizją. Kiedy skończyłem nagrywać płytę, wiedziałem, że chcę nagrać trzy teledyski. Choroba pokrzyżowała mi plany, ale nie zrezygnowałem z nich, więc kiedy znów graliśmy razem, temat powrócił. Płyta wciąż żyje. Wciąż się sprzedaje. W świecie, kiedy różne tytuły, artyści i ich twórczość są bardzo ulotne, udaje nam się przedłużać życie płyt Behemotha i powodować, że są wciąż aktualne. Teledysk do ?Lucyfera” musiał powstać, żeby nasza wizja stała się kompletna, skończona. Teraz mamy wyzerowane konto i możemy myśleć nad pomysłami do nowej płyty. Widzisz, Behemoth w wielu aspektach nie poddaje się rynkowym tendencjom. Zrobiliśmy teledysk do utworu, który nie dość, że ma 2 lata, to trwa ponad 8 minut! Każdy szef od marketingu i promocji popukałby się w czoło. Jednak nie my. Jeste­śmy wolni i niezależni, a ten teledysk jest tego świadectwem!

Czy uważasz się za technologicznego gadżeciarza i/lub fana gier komputerowych?

Absolutnie nie. Jestem fanem płyt winylowych. Na gry komputerowe mnie nie stać. znaczy się, nie stać mnie na to, żeby spędzać dużo czasu przy grze (śmiech). To piękny i wciągający świat. Wiesz, z podobnego powodu nigdy nie sięgną­łem po heroinę. (śmiech).

Posiadasz jakieś urządzenie, bez którego nie wyobrażasz sobie przeżyć dnia, tygodnia, miesiąca?

Hm. oczywiście. Podobnie jak większość spo­łeczeństwa, jestem uzależniony od technologii. Przez kilka dni byłem bez komputera i czułem się. dziwnie. Czas płynął wolniej, sprawy stały jakby w miejscu. może to fajne, ale jestem częścią machiny, która MUSI pracować non stop. Brak telefonu zdecydowanie by mnie sparaliżował.

Czy ludzie nie angażują się w dzisiejszych cza­sach trochę za bardzo w sieci społecznościowe i ogólnie pojęte życie online?

Może tak. ale takie są czasy, a Facebook jest ich znakiem rozpoznawczym. Nie będę się obrażał na technologię. Dzięki niej jestem tam, gdzie jestem. To jest narzędzie, bywa szalenie pomocne. Ważne, by w czasach portali społecznościowych nie zejść całkowicie do poziomu klawiatury i ekranu. Pamiętam o prawdziwych, żywych relacjach z ludźmi, staram się zachować jakąś harmonię.

Jaki wpływ na jakość muzyki ma rozwój technologii? Czy pomaga ona zostać lepszym muzykiem?

Zdecydowanie. Pamiętam czasy, kiedy nikt nie słyszał o Internecie. długo odkładałem na ukochany instrument, tygodniami zbierałem pieniądze na ulubiona płytę. To była magia. Ale dziś, mimo tego że dzieciaki mają tak ułatwione zadanie, staram się zauważyć magię w fakcie, że mogę mieć ulubioną płytę w ciągu. kilku mi­nut (śmiech). Coś za coś. Tak to działa, chyba.

Posiadasz jakiś zacny sprzęt audio, którego dźwięki raczą twoje uszy w domu?

Nie jestem audiofilem, ale dbam o swoje uszy. Od lat jestem fanem zestawu Rotel + B&W Absolutnie niezawodna kombinacja, jeśli chodzi o muzykę rockową i nie tylko. Do tego dobry gramofon i oczywiście kino domowe.

Była już telewizja, muzyka i gry. Czy przyjdzie nam kiedyś oglądać cię na srebrnym ekranie?

Cierpliwości (śmiech).

Autor:

Dobry duch i woda na młyn naszej redakcji. Pilnuje terminów, buduje treści i tworzy layout magazynu. Czasami też znajduje czas na filiżankę kawy, bez której nie wyobraża sobie życia.

Kliknij, by skomentować

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Popularne

Wywiad: Lewis Hamilton

Publikacje

Lion Shepherd wyrusza w trasę koncertową i zapowiada EP-kę!

Newsy

Nowy album ZEUS-a już dostępny!

Newsy

LEGO po jasnej stronie mocy

Publikacje

Połącz
Newsletter

Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!