Pierwszy Taycan pojawił się w chwili, gdy Porsche musiało odpowiedzieć na pytanie, którego jeszcze kilka lat wcześniej nikt w Zuffenhausen specjalnie nie chciał zadawać – jak zrobić elektryka, który nadal będzie Porsche? Dziś pytanie brzmi niemal archaicznie. Taycan zdążył zadomowić się w gamie, przejść poważną modernizację i doczekać się tylu odmian, że do konfiguratora warto zabrać kanapki. Black Edition jest jedną z najnowszych, choć wbrew nazwie nie oznacza, że samochód musi wyglądać jak limuzyna Dartha Vadera.
Testowany Taycan 4 Black Edition akurat trzyma się konwencji. Jet Black Metallic, czarne elementy pakietu SportDesign, ciemne obramowania szyb, podświetlany napis Porsche i 21-calowe obręcze Aero Design składają się na samochód, który nie musi szczególnie walczyć o uwagę. Sam pakiet jest zresztą czymś więcej niż stylistycznym filtrem: standard obejmuje większy akumulator Performance Battery Plus, reflektory HD Matrix LED, BOSE, Electric Sport Sound, kamery 360 stopni i bogatszy zestaw wyposażenia.
„Bogatszy” nie znaczy oczywiście „kompletny”. Bazowe 576 000 PLN w testowanym egzemplarzu urosło do 674 763 PLN. Na liście opcji znalazły się między innymi skóra klubowa Olea, 18-kierunkowe fotele, wentylacja, panoramiczny dach, Sport Chrono, head-up, Porsche InnoDrive, noktowizja i ekran pasażera. Można nawet dopłacić 6 286 PLN za rozszerzony pakiet Black Edition do samochodu, który już jest Black Edition. Gdyby Porsche otworzyło restaurację, widelec prawdopodobnie byłby częścią pakietu Komfort.
Taycan nadal wygląda jednak kapitalnie. Mierzy 4 963 mm długości i 1 966 mm szerokości, ale przy wysokości 1 379 mm skutecznie maskuje gabaryty. Jest szeroki, niski i ma proporcje auta sportowego, które przypadkiem dostało drugą parę drzwi. Facelifting niewiele tu popsuł, bo większość zmian schowano pod karoserią. Performance Battery Plus ma teraz 105 kWh brutto i 97 kWh netto, poprawiono napęd, termikę i rekuperację, której maksymalna moc sięga 400 kW.
Taycan 4 stoi przy spokojniejszym końcu gamy. Dwa silniki napędzają wszystkie koła, a z Launch Control mamy 435 KM i 610 Nm. Setka pojawia się po 4,6 sekundy, prędkość maksymalna wynosi 230 km/h. W świecie elektryków, w którym dużo tańsze auta potrafią zejść w okolice trzech sekund, nie brzmi to już jak materiał na plakat. I właśnie dlatego ta wersja ma sporo sensu.

Nie próbuje przy każdym wciśnięciu gazu sprawdzać odporności błędnika. Jest po prostu bardzo szybka, a moc da się wykorzystać bez poczucia, że połowa możliwości samochodu istnieje wyłącznie do demonstracji pasażerom. Najważniejsze dzieje się jednak pomiędzy prostymi. Standardowe, adaptacyjne zawieszenie pneumatyczne z PASM świetnie kontroluje 2 250 kg masy, a jednocześnie nie zamienia nierówności w karę za wybranie niskiego samochodu na dużych kołach.
Taycan przypomina, że samochód nie jest arkuszem Excela, a 435 KM może dawać więcej frajdy niż wyższe wartości z katalogu
Układ kierowniczy jest precyzyjny i naturalny, nadwozie szybko uspokaja się po nierówności, a niski środek ciężkości faktycznie czuć w zakrętach. Taycan nie udaje, że waży półtorej tony, ale bardzo skutecznie sprawia, że nie myśli się o jego masie przy każdym ruchu kierownicą. Co ważne, nie trzeba jechać szybko, żeby to docenić. Niska pozycja, dobrze dobrane siły na sterach i sposób, w jaki wszystkie reakcje składają się w jedną całość, pozostają jego najmocniejszym argumentem. Napęd AWD podczas spokojnej jazdy potrafi odłączyć przedni silnik, a gdy nawierzchnia robi się śliska, płynnie dołącza go z powrotem.
Porsche pozostaje też przy własnym podejściu do rekuperacji. Po puszczeniu gazu Taycan przede wszystkim się toczy, zamiast natychmiast hamować jak część elektryków, a odzysk energii odbywa się głównie po wciśnięciu pedału hamulca. Nie ma tu klasycznego one-pedal driving. Sam pedał nie zawsze daje równie naturalne wyczucie jak w najlepszych autach spalinowych Porsche, choć w normalnej jeździe łatwo o płynne zatrzymanie. To drobiazg, tylko że tutaj każdy drobiazg łatwiej zauważyć.

W kabinie jest podobnie. Pozycja za kierownicą i 18-kierunkowe fotele są świetne, materiały i spasowanie odpowiadają cenie, a zakrzywiony ekran kierowcy o przekątnej 16,8 cala nadal wygląda efektownie. Centralny PCM ma 10,9 cala, dodatkowy wyświetlacz może dostać pasażer. Problem w tym, że Porsche kilka lat temu również uwierzyło, że skoro ekran jest nowoczesny, to ekranów powinno być dużo. Dolny panel klimatyzacji wygląda elegancko na postoju, ale podczas jazdy zwykłe pokrętło wciąż wygrywa tym, że można znaleźć je palcem. Regulowanie kierunku nawiewu przez interfejs należy do wynalazków, które istnieją głównie dlatego, że dało się je zrobić. Trochę jak lodówka z Twitterem.
Niska sylwetka wystawia też rachunek pasażerom. Widoczność do tyłu jest przeciętna, otwory drzwiowe niewielkie, a z tyłu dorosłym wystarczy miejsca, ale nie jest to elektryczny salon w stylu i7. Opcjonalny układ 4+1 daje środkowe miejsce, którego najlepiej używać okazjonalnie. Bagażnik ma 407 litrów, a przedni schowek kolejne 81, więc przynajmniej przewody nie muszą podróżować z walizkami.
Największy postęp po modernizacji dotyczy zasięgu i ładowania. Dla testowanej konfiguracji Porsche deklaruje 626 km WLTP, a architektura 800 V pozwala przy odpowiedniej stacji osiągnąć 320 kW. Od 10 do 80 procent wystarczy w idealnych warunkach 18 minut. To właśnie tutaj Taycan najbardziej odjechał od pierwszej generacji: długa podróż przestała wymagać planowania na poziomie operacji wojskowej. W domu pokładowe 11 kW oznacza około 11 godzin od zera do pełna. W luksusowym elektryku to właśnie powinien być docelowy stan: technologia ma skracać czas myślenia o ładowaniu, nie zamieniać kierowcy w hobbystycznego analityka krzywych mocy.
Taycan 4 Black Edition nie jest więc wersją kupowaną po to, żeby wygrać internetową dyskusję liczbami. Za niemal 675 tysięcy złotych nadal irytuje skala dopłat, ograniczona przestrzeń z tyłu i kilka interfejsowych pomysłów, które zestarzały się szybciej niż sylwetka auta. Ale to nie moc, liczba ekranów ani nawet 320 kW ładowania najlepiej tłumaczą cenę. Robi to sposób, w jaki Taycan skręca, reaguje i uspokaja się po nierówności. Osiągi elektryków stały się tanie. Tak dopracowane prowadzenie nadal nie.
Specyfikacja
- CENA MODELU TESTOWEGO 674 763 PLN
- NAPĘD elektryczny, AWD
- MOC 435 KM
- PRĘDKOŚĆ MAKSYMALNA 230 km/h
- 0-100 KM/H 4,6 sekundy
- ZASIĘG W CYKLU MIESZANYM (WLTP) 626 km

Werdykt
NASZYM ZDANIEM
Taycan 4 Black Edition przypomina, że prawdziwie szybki samochód nie musi wygrać sprintu spod świateł – wystarczy, że po pierwszym dobrym zakręcie przestajesz interesować się tym, kto go wygrał.
Plusy
Znakomite prowadzenie i świetne zawieszenie. Bardzo dobra pozycja za kierownicą. Duży zasięg i znakomite, szybkie ładowanie. Osiągi, których naprawdę nie trzeba poprawiać. Wciąż świetna stylistyka i jakość wnętrza.
Minusy
Cena i łatwość, z jaką konfigurator podbija ją jeszcze wyżej. Ekranowa obsługa klimatyzacji. Przeciętna widoczność do tyłu. Ograniczone miejsce i niewygodny dostęp do tylnej kanapy. Wyczucie hamulca nie zawsze dorównuje reszcie auta.



