Loftie Lamp to jeden z tych produktów, które trafiają dokładnie w punkt zmęczenia współczesnością. W świecie, w którym budzi nas alarm w telefonie pełnym powiadomień, newsów i nieproszonych myśli o pracy, Loftie mówi: odłóż smartfona, ja się tym zajmę. I co ważne – nie robi tego protekcjonalnie ani na siłę. To nie manifest, raczej cicha propozycja zmiany rytmu.
Forma jest minimalistyczna, miękka, bez ostrych krawędzi. Loftie Lamp wygląda jak przedmiot zaprojektowany z myślą o wieczorach, a nie o specyfikacji. Pasuje do sypialni, która aspiruje do bycia azylem, a nie showroomem technologii.
Ale prawdziwa opowieść zaczyna się w aplikacji. Loftie bardzo sprytnie rozwiązuje problem, który dotyka większości „inteligentnych” urządzeń: zamiast przywiązywać cię do telefonu, pozwala się od niego uwolnić. Konfigurujesz wszystko w aplikacji – godziny pobudki, tryby światła, tempo rozjaśniania, kolory – a potem telefon może zniknąć z sypialni. To drobna zmiana, która w praktyce robi ogromną różnicę dla jakości wieczoru i poranka.
Największą gwiazdą programu jest oczywiście symulacja wschodu słońca. Loftie oferuje trzynaście gotowych gradientów inspirowanych miejscami z całego świata. To brzmi jak marketingowy banał, dopóki faktycznie nie zobaczysz różnicy między chłodniejszym Santorini a ciepłym, niemal wakacyjnym Joshua Tree. To nie są przypadkowe kolory – te przejścia mają rytm, spójność i bardzo przyjemne fazy. Światło nie „zapala się”, tylko powoli wpełza do pomieszczenia, jakby dzień dostał od ciebie zielone światło. Dziewięć minut stopniowego rozjaśniania wystarcza, by mózg zdążył się obudzić, zanim ciało zaprotestuje.
Wieczory są równie dopracowane. Tryb „sunset” działa jak świetlny sygnał dla organizmu – to moment, żeby zwolnić, zamknąć laptopa, nie zaczynać kolejnego odcinka serialu. Światło stopniowo gaśnie, a ciepłe barwy pomagają organizmowi przełączyć się w tryb nocny. Szkoda tylko, że w tym trybie nie da się personalizować kolorów – to jeden z niewielu momentów, kiedy Loftie mówi „zaufaj nam”, zamiast „zrób to po swojemu”.
Jest też tryb czerwonego światła, który realnie ma sens i pozwala uniknąć niebieskiego światła przed snem. Wspiera także produkcję melatoniny i sprawia, że wieczorne wstawanie po wodę nie wybija cię z nocnego rytmu. To detal, ale właśnie z takich detali składa się doświadczenie Loftie.
Na co dzień zaskakująco dobrze sprawdza się też tryb czytania – miękki, nienachalny, idealny do książki albo „T3”. Nie jest to światło do pracy ani do precyzyjnych zadań, ale w sypialni sprawdza się dokładnie tak, jak powinno.
Nie obyło się jednak bez zgrzytów. Loftie Lamp wymaga stabilnego Wi-Fi i potrafi się obrazić, gdy sieć nie współpracuje. Proces ponownego parowania bywa frustrujący, szczególnie na początku. Cena również stawia ją w kategorii bardzo świadomego wyboru, a nie impulsywnego zakupu. I jeśli ktoś oczekuje dodatkowych funkcji audio czy białego szumu, musi spojrzeć raczej w stronę Loftie Clock niż samej lampy.
Po kilku tygodniach z Loftie Lamp dochodzisz jednak do wniosku, że to nie jest zwykły gadżet. To element rytuału. Światło, które nie próbuje być wszystkim naraz, tylko bardzo konsekwentnie robi jedną rzecz – pomaga zasnąć i obudzić się w bardziej ludzkim tempie. Bez dzwonków, bez krzyku, bez stresu.
Specyfikacja
- CENA 1 112 PLN
- MATERIAŁ poliwęglan
- MATERIAŁ KLOSZA stal
- WYMIARY Z KLOSZEM 40,6 x 29,2 x 22,9 cm
- ŚREDNICA PODSTAWY 10,2 cm
- WAGA 0,96 kg
Werdykt
NASZYM ZDANIEM
Loftie Lamp nie budzi cię do życia – ona pozwala spokojnie zacząć dzień.
Plusy
Dopracowana aplikacja. Piękne, przemyślane gradienty wschodu słońca. Udany tryb czerwonego światła. Design, który pasuje niemal do każdej sypialni.
Minusy
Wysoka cena. Zależność od stabilnego Wi-Fi. Brak personalizacji kolorów w trybie wieczornym. Brak funkcji dźwiękowych.



