Świat technologii od lat próbuje nam wmówić, że wszystko będzie lepsze, jeśli dodamy do tego aplikację. Szczoteczka, ekspres, pierścień, kuweta dla kota. Pytanie nie brzmi więc „czy”, ale „kiedy” sztuczna inteligencja trafi również do masturbatora. Odpowiedź: już trafiła.
LELO F2S Double Sonic wygląda bardziej jak prototyp Apple niż produkt kupowany zwykle z opcją dyskretnej przesyłki. Szwedzka marka od dawna próbuje wyrwać sex-tech z klimatu „schowaj szybko do szuflady”, stawiając na aluminium, ABS, miękki silikon i wzornictwo klasy premium.
Double Sonic rozwija wcześniejszego F2S, ale nie przez dopisanie „Pro Max” na pudełku. Ma 140 mm długości, 82 mm średnicy i waży 360 g, a po obu stronach silikonowego rękawa pracują stymulatory soniczne o częstotliwości 103 Hz. Tworzą fale obejmujące większy obszar. To najważniejsza zmiana sprzętowa.
Do wyboru jest osiem trybów bez telefonu i pięć kolejnych w aplikacji, a intensywność regulujemy na 16 poziomach. SmoothRise dba o płynne przejścia między nimi – detal, który w specyfikacji brzmi banalnie, dopóki nie pomyślimy, w jakim momencie gwałtowny skok mocy byłby szczególnie niepożądany.
Najciekawszy jest jednak Humanize. Ludzie nie zachowują się jak metronom, więc tryb celowo wprowadza drobne odchylenia tempa i intensywności. Technologiczna precyzja służy tu do zasymulowania niedoskonałości. Steve Jobs zapewne nazwałby to amazing.
AI jest mniej efektowne, ale przynajmniej ma konkretne zadanie. Czujnik ruchu wykrywa tempo użytkownika i dostosowuje do niego intensywność pracy. Nie jest to algorytm, który wie, czego chcesz, zanim sam zdążysz się zorientować, ale na tle dzisiejszego wciskania AI do wszystkiego wypada zaskakująco sensownie.
Aplikacja oferuje także trening wytrzymałości i ćwiczenia mięśni Kegla, więc F2S próbuje być czymś więcej niż zabawką. LELO podaje, że w badaniu na ponad 65 mężczyzn 60,6% deklarowało całkowitą lub umiarkowaną kontrolę nad momentem kulminacyjnym podczas korzystania z F2S. To nie The Lancet – próba jest mała i pochodzi od producenta – ale sam pomysł treningu ma sens.


Na szczęście telefon nie jest obowiązkowy. Trzy fizyczne przyciski wystarczają do podstawowej obsługi, bo ostatnią rzeczą, jaką chcemy wtedy robić, jest odblokowywanie iPhone’a, szukanie Bluetootha i aktualizowanie firmware’u.
F2S jest wodoodporny, może pracować do dwóch godzin i tyle samo się ładuje. Producent deklaruje hałas poni-
żej 60 dB, choć „dyskretny” pozostaje tu pojęciem względnym – to wciąż dwa silniki, a nie Kindle. Jeśli komuś regularnie zabraknie baterii podczas jednej sesji, bardziej niż większego akumulatora potrzebuje medalu i wpisania osiągnięcia w aplikacji randkowej.
Problemem pozostaje cena. Około 1 189 PLN to już poziom, na którym zakup trudno uznać za impulsywny, zwłaszcza że poprzedni F2S miał już aplikację, AI i trening Kegla. Dopłacamy więc głównie za podwójną stymulację soniczną i Humanize. To ulepszenia, ale nie takie, które wysyłają poprzednika do muzeum.
I właśnie w tym tkwi sens F2S Double Sonic. Technologia premium rzadko rozwiązuje problem, którego wcześniej nie dało się rozwiązać. Częściej robi coś znajomego w ciekawszy i bardziej wyrafinowany sposób. LELO stworzyło produkt erotyczny, o którym można rozmawiać jak o dobrych słuchawkach czy urządzeniu wellness – analizując wykonanie, ergonomię i pomysł, zamiast nerwowo spuszczać wzrok. To drogi luksus, ale jeśli sex-tech ma kiedyś dorosnąć, to będzie jeden z flagowych modeli.
Specyfikacja
- CENA 1 189 PLN
Werdykt
NASZYM ZDANIEM
W czasach, gdy AI trafia nawet do lodówek, LELO znalazło dla niej zastosowanie przynajmniej zdecydowanie mniej nudne.
Plusy
Świetne wykonanie. Podwójna stymulacja soniczna. Ciekawy tryb Humanize. Szeroki zakres regulacji. Wodoodporność.
Minusy
Wysoka cena. Część funkcji wymaga aplikacji. AI brzmi bardziej rewolucyjnie, niż faktycznie jest. Nadal brak ładowania przez USB-C.



