W retrostrzelankach łatwo pomylić styl z filtrem. Wystarczy obniżyć rozdzielczość tekstur, postawić strzelbę na środku ekranu i dodać kilka korytarzy, w których ktoś najwyraźniej nie płaci rachunków za światło. Resztę dopisze nostalgia. Cultic korzysta z podobnych składników, ale szczęśliwie nie zachowuje się jak zespół grający covery tylko dlatego, że publiczność zna refren.
To gra zapatrzona w Blood i Dooma, lecz dobrze świadoma tego, co wydarzyło się w strzelankach przez ostatnie trzy dekady. Bohater może wykonywać uniki, ślizgać się, kucać i skakać, a ruch nie jest dodatkiem do walki, tylko jej podstawowym językiem. Przeciwnicy nacierają agresywnie, obchodzą pozycję gracza i chętnie korzystają z materiałów wybuchowych, dlatego stanie za jedną bezpieczną skrzynką zwykle kończy się szybko i niezbyt godnie.
Repertuar odpowiedzi jest szeroki. Pistolet, karabin, strzelba, dynamit i broń biała tworzą klasyczny zestaw, uzupełniony możliwością ulepszania uzbrojenia za pomocą znajdowanego złomu. Najwięcej charakteru dają jednak przedmioty porozrzucane po lokacjach. Krzesło może na chwilę zdekoncentrować przeciwnika, a rzucona lampa naftowa zamienić spokojny fragment korytarza w mały festiwal pożarnictwa.
Cultic najlepiej działa wtedy, gdy plan rozpada się w połowie. Dynamit odbija się od framugi, płonący kultysta wpada na swoich kolegów, a gracz próbuje ustalić, czy właśnie zwyciężył dzięki refleksowi, czy wyjątkowo korzystnemu zbiegowi katastrof. Jednocześnie nie można strzelać bez końca. Amunicja, leczenie i materiały wybuchowe znikają szybko, nawet na normalnym poziomie trudności, więc warto zaglądać do bocznych pomieszczeń i nie marnować dynamitu na każdego człowieka w kapturze.
Eksploracja jest tu czymś więcej niż przerwą pomiędzy starciami. Poziomy skrywają ulepszenia, zasoby i sekrety, a dotarcie do nich często wymaga kreatywnego spojrzenia na otoczenie. Pierwszy rozdział prowadzi gracza nieco bardziej bezpośrednio, drugi otwiera mapy, zwiększa ilość backtrackingu i podnosi poziom wyzwania. Kompletna edycja obejmuje oba rozdziały oraz interludium, dając ponad 20 etapów i kampanię zajmującą przy dokładnej eksploracji około 15 godzin.








Największą siłą gry pozostaje jednak atmosfera. Brudne brązy, szarości i przygaszone światło przypominają horror uruchomiony na pierwszym PlayStation, którego jako dziecko nie powinno się było oglądać po ciemku. Grobowce, kopalnie, opuszczone budynki i korytarze rozświetlane zapalniczką skutecznie budują napięcie, a muzyka płynnie przechodzi od agresywnych rytmów do bardziej oszczędnych fragmentów grozy.
Ograniczona paleta po kilkunastu godzinach potrafi nużyć, a niektóre lokacje bywają zbyt ciemne. Zdarza się też, że przeciwnicy wykrywają bohatera z odległości sugerującej dostęp do wojskowych systemów obserwacyjnych, choć wyglądają jak ludzie spędzający większość dnia w piwnicy przy świecach. W połączeniu z ich agresją prowadzi to czasem do nagłych skoków trudności.
Najmniej przekonuje historia byłego detektywa, który trafia na trop kultystów powiązanych z jego dawnym śledztwem. Opowieść rozwijana jest głównie poprzez notatki i nagrania, a najciekawsze wątki pozostają zaledwie naszkicowane. Nie przeszkadza to w strzelaniu, ale świat ma dość charakteru, by zasługiwać na coś więcej niż serię pretekstów do kolejnych masakr.
Cultic nie wymyśla retrostrzelanki od nowa, ale składa znajome elementy z dużym wyczuciem. Wie, kiedy przyspieszyć, kiedy zgasić światło i kiedy pozwolić graczowi rzucić krzesłem w człowieka z siekierą. Pod pikselową oprawą kryje się gra nowoczesna, pomysłowa i wystarczająco pewna siebie, by nie przypominać co chwilę, z jakich klasyków pożyczyła swoje najlepsze sztuczki.
Werdykt
NASZYM ZDANIEM
Cultic wygląda jak koszmar z końca lat 90., ale strzela, biega i podpala ludzi z bardzo współczesną precyzją.
Plusy
Świetna atmosfera. Dynamiczna walka. Kreatywne wykorzystanie otoczenia. Satysfakcjonująca eksploracja.
Minusy
Słabo rozwinięta historia. Miejscami zbyt ciemne lokacje. Nierówna percepcja przeciwników. Więcej backtrackingu w drugim rozdziale.



