Projektory ultra short-throw miały pogodzić wielki obraz z normalnym salonem. Jest tylko jeden problem – nawet najbardziej dyskretny projektor wciąż trzeba gdzieś postawić, ekran gdzieś schować, a soundbar i kable mają paskudny zwyczaj przypominać o swoim istnieniu. Norstone EDEN podchodzi do sprawy od drugiej strony. Zamiast projektować kolejne urządzenie, projektuje miejsce, w którym cała technologia może zniknąć.
Domowe kino ma pewną irytującą właściwość – najlepiej wygląda wtedy, kiedy akurat oglądamy film. Sto cali obrazu, dobry dźwięk, przygaszone światło i przez dwie godziny można uwierzyć, że salon powstał właśnie po to. Potem pojawiają się napisy końcowe, zapalamy lampę i nagle znowu widzimy projektor, ekran, soundbar, przewody i wszystkie te elementy, które jeszcze chwilę wcześniej tworzyły magię, a teraz po prostu zajmują miejsce. Projektory ultra short-throw bardzo poprawiły tę sytuację. Nie potrzebują uchwytu pod sufitem ani kilku metrów między obiektywem a ścianą, więc można ustawić je tam, gdzie wcześniej stał telewizor. Tyle że wraz z nimi pojawił się nowy problem – zwykła szafka RTV niekoniecznie została zaprojektowana z myślą o urządzeniu, którego pozycję względem ekranu liczy się niemal w centymetrach.
I właśnie tutaj zaczyna się pomysł Norstone EDEN Vision (www.salonydenon.pl). Na pierwszy rzut oka to duży, czarny mebel RTV o prostej bryle, ale jego prawdziwy sens ujawnia się dopiero po naciśnięciu przycisku. W środku przewidziano miejsce na projektor UST, system audio i ekran Lumene Eden Extra Bright UST, wysuwany z mebla. Po seansie ekran chowa się z powrotem, zostawiając ścianę w spokoju. Można powiesić na niej obraz, postawić roślinę obok, urządzić salon bez obowiązkowego wielkiego, czarnego prostokąta dominującego nad wszystkim przez 24 godziny na dobę. Kino pojawia się wtedy, kiedy jest potrzebne.

To akurat dobrze pasuje do filozofii projektorów UST. Ich największym luksusem nie jest przecież sama liczba cali, lecz fakt, że wielki ekran nie wymaga podporządkowania mu całego pokoju. EDEN ciągnie tę myśl dalej. Centralna wnęka mieści większość projektorów ultra short-throw dostępnych na rynku, a front pokryto tkaniną akustyczną. Dzięki temu soundbar lub zestaw głośników może grać zza fasady zamiast stać na niej jak kolejny sprzęt czekający na regularne odkurzanie. Boczne schowki również przygotowano pod elementy systemu audio, więc amplituner, głośniki czy pozostała elektronika nie muszą uczestniczyć w aranżacji wnętrza tylko dlatego, że mają świecące diody.
Najciekawszy jest jednak opcjonalny Motorized Slider. Każdy, kto choć raz ustawiał projektor UST, wie, że określenie „postawić pod ścianą” jest mniej precyzyjne, niż mogłoby się wydawać. Kilka centymetrów w jedną stronę i prostokąt zaczyna przypominać trapez, kilka w drugą i obraz przestaje trafiać w ekran. Elektroniczna korekcja geometrii potrafi wiele naprawić, ale fizyka nadal ma pierwszeństwo przed menu ustawień. W EDEN projektor może więc stanąć na napędzanej elektrycznie platformie wysuwającej się maksymalnie o 340 mm. Raz ustawioną pozycję da się zapamiętać, dzięki czemu kolejny seans nie zaczyna się od rytuału przesuwania projektora o szerokość małego palca i sprawdzania, czy tym razem prawy górny róg wreszcie trafił tam, gdzie powinien. Slider utrzymuje urządzenia ważące do 25 kg.
Nie każdy salon ma trzy metry ściany
Norstone nie zamierza przy tym zamykać całego pomysłu w jednym rozmiarze. Rodzina EDEN Vision obejmuje trzy wersje: 200, 240 i 270. Mebel 200 ma 2 458 mm szerokości, 240 rośnie do 2 634 mm, a 270 zajmuje już 3 077 mm. Wszystkie mają 510 mm wysokości i 600 mm głębokości. To pozwala dopasować cały zestaw nie tylko do kinowych ambicji, ale również do prozaicznego wymiaru ściany między drzwiami a regałem.


Każdy wariant współpracuje z odpowiadającym mu ekranem Lumene Eden Extra Bright UST. To konstrukcja ALR przygotowana właśnie pod projektory ultra short-throw, czyli taka, która ma ograniczać wpływ światła otoczenia na obraz. Nie oznacza to oczywiście magicznego unieważnienia słońca w lipcowe popołudnie, ale pozwala myśleć o projektorze trochę mniej jak o sprzęcie wymagającym jaskini, a bardziej jak o rzeczywiście codziennym źródle obrazu. Ekran ma współczynnik gain 0,5 i kąt widzenia 140 stopni, a po zakończeniu oglądania całkowicie chowa się wewnątrz mebla. To właśnie ten ostatni element robi tutaj największą różnicę. Telewizor pozostaje telewizorem również wtedy, gdy jest wyłączony. EDEN po prostu znowu staje się meblem.
I może dlatego ten projekt jest ciekawszy niż kolejna próba przekonywania, że projektor powinien zastąpić telewizor. Nie musi. Są mieszkania, w których 65-calowy OLED będzie rozwiązaniem prostszym, tańszym i rozsądniejszym. Ale jeśli ktoś chce obrazu naprawdę dużego, UST rozwiązuje dopiero połowę problemu. Drugą jest takie zaaranżowanie całej reszty, żeby salon nie zaczął przypominać stanowiska demonstracyjnego w sklepie z elektroniką.

W czasach, gdy coraz więcej domowej elektroniki próbuje wyglądać jak część wnętrza, najbardziej eleganckim urządzeniem okazuje się czasem to, którego w ogóle nie widać. Norstone EDEN nie próbuje więc robić z projektora ozdoby salonu. Robi coś rozsądniejszego – daje mu miejsce, z którego może wyjechać na dwie godziny, pokazać Drive, finał Ligi Mistrzów albo kolejny odcinek serialu, a potem grzecznie zniknąć. I chyba właśnie tak powinno zachowywać się dobre domowe kino.



