Pakowanie na weekend bywa testem charakteru. Niby człowiek jedzie tylko na dwa dni, ale nagle obok bluzy i kosmetyczki pojawia się kask, buty, kurtka przeciwdeszczowa, ręcznik, ładowarki, narzędzia, zapasowa warstwa, druga zapasowa warstwa i ten tajemniczy przedmiot, którego nikt prawdopodobnie nie użyje, ale bez niego wyjazd wydaje się mniej odpowiedzialny. Właśnie do takich sytuacji Thule przygotowało serię Chasm Gear Hauler.
Nowa linia obejmuje m.in. model Thule Chasm Gear Hauler 55L, czyli półsztywną torbę transportową o pojemności, która powinna wystarczyć na weekendowy chaos, ale jeszcze nie sugeruje przeprowadzki. To ważna granica, zwłaszcza dla osób, które w bagażniku potrafią odtworzyć mały magazyn outdoorowy.


Konstrukcja torby została pomyślana tak, żeby łatwo było ją załadować, a nie tylko ładnie postawić przy ścianie. W środku znalazła się wyjmowana przegroda i kieszenie, dzięki którym można oddzielić czyste rzeczy od tych, które po dwóch godzinach w terenie przestają przypominać cokolwiek czystego. Pokrywa z zamkiem błyskawicznym i magnetycznym zapięciem pozwala korzystać z torby na kilka sposobów – można ją całkowicie otworzyć przy pakowaniu albo szybko dostać się do środka w trasie.
Thule zastosowało wodoodporną, formowaną podstawę z EVA oraz tkaninę 900D z wykończeniem odpornym na wodę i wolnym od PFC. Zewnętrzne i wewnętrzne tkaniny, taśmy oraz siatki wykonano w 100% z materiałów z recyklingu. Brzmi technicznie, ale w praktyce chodzi o prostą rzecz: torba ma lepiej znosić kontakt z mokrym podłożem, sprzętem i tym momentem, w którym po powrocie z wyjazdu nikt nie ma już siły traktować bagażu delikatnie.

Oprócz wariantu 55L w serii dostępny jest większy Thule Chasm Gear Hauler 80L oraz 30-litrowa torba na ramię. Innymi słowy: coś dla tych, którzy pakują się rozsądnie, i coś dla tych, którzy rozsądek zostawiają w domu, żeby zrobić miejsce na dodatkową parę butów.



