Robot sprzątający bardzo szybko weryfikuje nasze wyobrażenia o inteligentnym domu. W reklamach wygląda to prosto: naciskasz przycisk, a podłoga wraca do stanu moralnej niewinności. W praktyce bywa różnie. Czasem robot sprząta, czasem walczy z kablem, czasem wraca do stacji pokonany. Dreame L50 Ultra AE wypada na tym tle całkiem dojrzale, bo nie próbuje być futurystycznym popisem dla samego popisu. Jego największą zaletą jest to, że realnie zmniejsza liczbę rzeczy, o których trzeba pamiętać.
To nie jest tylko odkurzacz z mopem, ale cały system do codziennej obsługi podłóg. Stacja dokująca opróżnia pojemnik na kurz, myje mopy wodą o temperaturze do 100°C, suszy je gorącym powietrzem, uzupełnia wodę i dozuje detergent. Człowiek nadal musi co jakiś czas dolać czystej wody, wylać brudną i wymienić worek, ale nie ma już tego rytuału ciągłego płukania padów i opróżniania małego zbiornika po każdej jeździe. To właśnie takie rzeczy decydują, czy robot zostaje domowym pomocnikiem, czy kolejnym sprzętem, który trzeba obsługiwać.



Pod względem sprzątania L50 Ultra AE robi bardzo dobre wrażenie. Siła ssania wynosi 28 000 Pa i na twardych podłogach przekłada się na skuteczne zbieranie kurzu, okruchów, włosów i drobnego brudu z kuchni, przedpokoju czy okolic stołu. Robot nie sprawia wrażenia, jakby musiał kilka razy poprawiać tę samą trasę, żeby zostawić po sobie widoczny efekt. Dobrze radzi sobie też z krótkowłosymi dywanami i progami do 2 cm, więc w typowym mieszkaniu nie wymaga ciągłej opieki.
Największą różnicę robią jednak elementy ruchome: wysuwana szczotka boczna i wysuwany mop. To drobiazg nie tylko na papierze – w praktyce właśnie przy listwach, narożnikach i nogach mebli starsze roboty najczęściej zostawiały cienki pasek kurzu. Dreame podjeżdża bliżej krawędzi i czyści je znacznie skuteczniej. Dwa obrotowe mopy też wypadają lepiej niż płaska, wilgotna szmatka ciągnięta za robotem. Nie zastąpią ręcznego szorowania zaschniętej plamy po rozlanej kawie, ale do regularnego odświeżania podłóg sprawdzają się bardzo dobrze.


Konfiguracja jest szybka, mapowanie mieszkania potrafi zamknąć się w okolicach dziesięciu minut, a aplikacja Dreamehome daje sporo kontroli nad harmonogramami, strefami zakazanymi, poziomem wody, mocą ssania czy zachowaniem na dywanach. Dobrze wypada też kultura pracy. L50 Ultra AE nie jest bezgłośny, ale podczas sprzątania pozostaje zaskakująco spokojny. Głośniejsze jest opróżnianie pojemnika w stacji i suszenie mopów, zwłaszcza jeśli baza stoi w salonie lub kuchni połączonej z częścią dzienną, ale nie jest to hałas, który niszczy wieczór.
Największy problem dotyczy rozpoznawania przeszkód. Kable nadal są dla niego ryzykiem, a drobne przedmioty potrafią zostać potrącone szczotką lub mopem. Przed sprzątaniem trzeba więc wykonać minimum ludzkiej pracy: podnieść przewody, zabrać lekkie rzeczy z podłogi i zabezpieczyć miejsca, w których robot mógłby się zaplątać. To trochę studzi wizję pełnej autonomii. Drugi kompromis to duża stacja, która wymaga stałego miejsca przy gniazdku.

Dreame L50 Ultra AE nie jest robotem idealnym, ale bardzo dobrze rozumie, po co istnieje. Regularnie odkurza, sensownie mopuje, dobrze dociera do krawędzi i ogranicza ręczną obsługę do rozsądnego minimum. Przy cenie 2 500 PLN daje zestaw funkcji znany z droższych modeli, a jego największą siłą nie jest spektakularność, tylko codzienna użyteczność.
Specyfikacja
- CENA 2 499 PLN
- POJEMNOŚĆ AKUMULATORA 5 200 mAh
- MOC SSANIA 28 000 Pa
- CZAS PRACY do 240 min
Werdykt
NASZYM ZDANIEM
Dreame L50 Ultra AE to robot, który nie sprząta za ciebie życia, ale bardzo sprawnie usuwa z podłogi dowody, że ono się jednak wydarza.
Plusy
Bardzo dobra skuteczność odkurzania. Wysuwany mop i szczotka boczna. Wygodna stacja z myciem, suszeniem mopów i automatycznym opróżnianiem kurzu. Mocne ssanie. Szybkie mapowanie. Dobra kultura pracy.
Minusy
Rozpoznawanie przeszkód nie jest wystarczająco pewne. Duża stacja wymaga stałego miejsca. Bardzo trudne, zaschnięte plamy nadal wymagają ręcznej interwencji. Brak pełnej integracji z Apple Dom.



