Honda od lat robi swoje. Podczas gdy inni producenci miotają się między pełną elektryfikacją a desperackimi powrotami do spalin, Honda konsekwentnie rozwija własną, hybrydową ścieżkę – zaczynając ćwierć wieku temu od niepozornego, ale genialnego Insighta. I owszem, po drodze zdarzały się rzeczy spektakularne (NSX), ale także projekty, które nie zostawiły większego śladu. Jedno się nie zmienia: Honda nie podąża za tłumem. I trudno tego nie docenić.
Właśnie z tej filozofii wykluł się nowy Prelude. Dwudrzwiowe coupé w roku 2026 brzmi jak piękna fantazja z innego wieku – tym bardziej że Honda już kiedyś próbowała wskrzeszać legendy na hybrydową modłę (CR-Z, pamiętamy). Na papierze brzmi to świetnie: lekkość, zwinność, oszczędność, sportowe DNA. W praktyce… ten mit rozpada się w dłoniach.
Prelude faktycznie wygląda jak auto z innego porządku. Styliści mówią o inspiracji szybowcami – marketingowe bajki, ale trzeba przyznać, że sylwetka jest niska, szeroka i zwyczajnie efektowna. W Racing Blue Metallic robi robotę, srebrne felgi też. Przód ma coś z Ferrari Amalfi, tył z Mitsubishi Eclipse, czyli miks, który nie powinien działać… a jakoś działa.
W kabinie: klasyczna, dobra Honda. Wygodne fotele, świetna ergonomia, fizyczne pokrętła klimatyzacji – małe radości. Tylko te przyciski skrzyni biegów to wpadka roku. Klikają jak w miejskim kompakcie za połowę ceny, a Prelude kosztuje ponad 210 tysięcy. W takim aucie to nie detal – to zgrzyt, który czuć przy każdym uruchomieniu.
Zjawiskowe coupé, które czaruje sylwetką i podwoziem, ale gdy przychodzi czas na emocje – serce nie nadąża za własną legendą
Przód – okej. Wnętrze – okej. Bagażnik – uczciwy. Ale jazda? Tu zaczyna się równia pochyła.
Układ napędowy to największe rozczarowanie Hondy od lat. Firma powtarzała jak mantrę, że Prelude nie ma być Type R, tylko „stylowym coupé do spokojnej jazdy”. Problem w tym, że większość klientów nie kupuje coupé za prawie ćwierć miliona, które nie ma choćby odrobiny dynamiki. A tu emocji nie ma w ogóle.
Hybrydowy E:HEV pomimo mocy 184 KM jest nijaki do bólu. Na mieście potrafi być zadowalający, ale wystarczy wyjechać poza nie i magia znika szybciej niż bateria w 10-letnim laptopie. Silnik brzmi płasko, pozbawiony życia, jakby pracował za karę.


„Większe zaangażowanie kierowcy”? Brzmi ładnie w folderze. W rzeczywistości łopatki działają tak, jakby same nie wiedziały, czego chcą: system wypada z trybu manualnego, redukuje, kiedy nie powinien, trzyma obroty tam, gdzie robi się tylko głośno. Do tego przełożenia tak krótkie, że trzecie kończy się przy 100 km/h. To nie sportowy zamysł – to błąd w charakterze auta.
I tu pojawia się największy zgrzyt: Hyundai IONIQ 5 N, elektryk, daje więcej frajdy z łopatek niż benzynowy Prelude. To jest moment, w którym ręce opadają.
Co gorsza, widać, że podwozie ma ogromny potencjał. Zawieszenie jest solidne, stabilne, lekkie w odbiorze, zakręty płyną jak trzeba. Zjazdy w dół są świetne. Tyle że przy pierwszym podjeździe pod górę Prelude kapituluje: dynamika kompletnie nie nadąża za podwoziem. Auto wygląda jak coupé, prowadzi się jak coupé, ale jeździ… jak Civic w bardzo zły dzień.
Inżynierowie odpowiedzialni za podwozie odwalili kawał dobrej roboty. Ci od napędu – jakby pracowali przy innym projekcie.

Dodajmy do tego natłok trybów jazdy, z których tylko GT ma sens. Comfort usypia, Sport denerwuje, Individual niewiele wnosi. A wszystko to w aucie, które miało być „powrotem legendy”.
Owszem, pali 5,5 l/100 km. Owszem, jest ciche i kulturalne. Ale nie o tym powinna być rozmowa przy aucie z emblematem Prelude.
Honda wie, że ten model to nie produkt masowy, tylko pokaz flagi. Tyle że flaga jest piękna, ale na maszcie stoi silnik, który nie dorasta do roli. Przede wszystkim – nie za te pieniądze.
Może gdyby Honda dołożyła tu o 50-80 KM więcej i prawdziwą reakcję na łopatki, Prelude mogłoby być hitem. Może gdyby to było ładne i tanie auto na pokaz. Na razie to tylko przepiękne nadwozie, któremu ktoś zapomniał wszczepić serce.
Specyfikacja
- CENA MODELU TESTOWEGO 214 500 PLN
- PRĘDKOŚĆ MAKSYMALNA 188 km/h
- 0-100 KM/H 8,2 sekundy
- SILNIK 2.0 i-MMD
- MOC 184 KM
- MAKSYMALNY MOMENT OBROTOWY 315 Nm
Werdykt
NASZYM ZDANIEM
Honda Prelude 2026 wygląda jak powrót legendy, ale jeździ jak piękna obietnica, której nikt nie odważył się spełnić.
Plusy
Bardzo atrakcyjna, niska sylwetka. Ergonomia kabiny. Bardzo dobre wyciszenie.
Minusy
Układ napędowy kompletnie niewspółmierny do wyglądu i legendy modelu. Chaotyczna praca łopatek. Krótkie przełożenia odbierają naturalność jazdy. Przeciętny infotainment.



