Czasami technologia przestaje być gadżetem, a zaczyna być ratunkiem. Telefon na 3%, kabel zostawiony w domu, a przed tobą jeszcze pół dnia biegania po mieście. Do tej pory oznaczało to szybki research i wizytę w elektromarkecie. Od 1 kwietnia scenariusz się zmienia – wystarczy skręcić do Rossmanna.
Baseus zaczyna współpracę z siecią drogerii i wprowadza swoje akcesoria do ponad 1300 sklepów stacjonarnych oraz sprzedaży online. To ruch, który ma więcej sensu, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Rossmann od dawna funkcjonuje jako punkt „po drodze” – miejsce szybkich, często nieplanowanych zakupów. A właśnie w takich momentach najczęściej okazuje się, że elektronika też potrafi być potrzebą pierwszej potrzeby.
Na półkach pojawi się zestaw rzeczy, które realnie ratują dzień: słuchawki TWS (Baseus Bass EP10 NC i Bass BC1), kompaktowy powerbank o pojemności 10 000 mAh (EnerFill FM11 Ultra-Mini Magnetic), kable o różnych długościach i złączach oraz ładowarka sieciowa 30 W. Dla kierowców dorzucono uchwyt samochodowy GoTrip DC1 i ładowarkę GoTrip DP1 – czyli dokładnie to, co zwykle przypomina się dopiero wtedy, gdy telefon zaczyna się ślizgać po desce rozdzielczej albo nawigacja zjada ostatnie procenty baterii.

To nie jest przypadkowy zestaw. Każdy z tych produktów wpisuje się w scenariusze, które znasz z własnego dnia: szybkie doładowanie w biegu, słuchawki na spacer albo podcast w drodze do pracy, kabel „na już”, bo ten właściwy został w domu. I właśnie tu pojawia się sens tej współpracy – nie w samej elektronice, tylko w jej dostępności.
Rossmann od lat kojarzy się też z podróżą w wersji light – półki z miniaturami kosmetyków to dla wielu pierwszy przystanek przed weekendowym wyjazdem. Dorzucenie do tego powerbanku czy słuchawek wydaje się naturalne. Bo jeśli zapomnisz żelu pod prysznic, to jeszcze pół biedy. Jeśli zapomnisz ładowarki – dzień zaczyna się sypać szybciej, niż byś chciał.

Dla Baseus to kolejny krok w kierunku bycia bliżej użytkownika – nie w sensie marketingowym, tylko dosłownym. Produkty trafiają tam, gdzie ludzie faktycznie bywają każdego dnia. Bez planowania, bez specjalnych wycieczek.
I trudno oprzeć się wrażeniu, że to jeden z tych ruchów, które za chwilę wydadzą się oczywiste. Tak jak kiedyś nikt nie myślał o kupowaniu baterii AA przy kasie, a dziś leżą tam niemal zawsze. Teraz obok nich może pojawić się powerbank. I to wcale nie jest dziwne – to po prostu kolejny etap tej samej historii.


