Są takie momenty w domu, które nie mają nic wspólnego z technologią – a jednak bez niej by nie zaistniały. Późny wieczór, kiedy miasto w końcu cichnie. Niedzielne popołudnie, które miało być „na chwilę”, a kończy się trzema odcinkami serialu więcej. Albo poranek, gdy kawa stygnie szybciej niż zdążysz przewinąć wiadomości. Telewizor jest wtedy gdzieś w tle. A czasem – zupełnie niepostrzeżenie – staje się osią dnia.
Samsung OLED S85F i S90F pojawiają się właśnie w takich momentach. Nie jako demonstracja możliwości technologii, tylko jako narzędzia do codziennego życia, które raz są dyskretne, a raz potrafią zagrać pierwsze skrzypce.
Ten sam ekran, różne temperamenty
Na pierwszy rzut oka oba modele są do siebie podobne – minimalistyczne, smukłe bryły, czernie tak głębokie, że ekran w stanie czuwania znika na ścianie. Ale różnice wychodzą nie w specyfikacji, tylko w rytmie użytkowania.
S85F to ten telewizor, który szybko przestajesz zauważać jako sprzęt. Włączasz go rano, żeby sprawdzić pogodę. Zostaje włączony, gdy w tle leci kanał z wiadomościami, a potem płynnie przechodzi w wieczorne kino. Jasność OLED-a jest tu na tyle wysoka, że nie trzeba zasłaniać okien w środku dnia – a jednocześnie wieczorem wystarcza obniżyć ją do poziomu, który nie męczy oczu. To nie jest ekran, który krzyczy: „patrz na mnie”. Raczej mówi: „usiądź, będzie dobrze”.

S90F ma w sobie więcej ambicji. Jest jak znajomy, który niby wpada „na chwilę”, a potem wyciąga najlepszą płytę z kolekcji i nagle robi się późno. Wyższa jasność, mocniejsze HDR i odświeżanie do 144 Hz sprawiają, że obraz potrafi być bardziej spektakularny – szczególnie wtedy, gdy dasz mu coś dobrego do wyświetlenia. Film wieczorem, mecz w pełnym słońcu, konsola podpięta na serio, a nie „od święta”. Tu telewizor nie udaje skromnego – on po prostu wie, że może więcej.

O obrazie, który nie prosi się o uwagę
OLED ma tę przewagę, że nie musi nikogo przekonywać czernią. Ona po prostu jest. Różnica pojawia się w tym, jak ekran radzi sobie z resztą świata – z niedoskonałymi źródłami, starszymi serialami, transmisjami sportowymi w jakości „takiej sobie”.
W S85F skalowanie obrazu działa w sposób niemal niewidoczny. Stary odcinek serialu nie staje się nagle nową produkcją – ale przestaje razić. Krawędzie są spokojniejsze, kolory mniej nerwowe, ruch bardziej naturalny. To poprawa, która nie domaga się oklasków, tylko pozwala oglądać dalej.
S90F idzie krok dalej. Gdy dostaje materiał 4K z dobrym HDR-em, potrafi pokazać różnice w świetle, które wcześniej ginęły – refleks na mokrym asfalcie, detal w cieniu, subtelny odcień skóry w scenach nocnych. To telewizor, który docenisz szczególnie wtedy, gdy faktycznie oglądasz, a nie tylko „masz coś włączone”.
Dźwięk, który nie próbuje być kinem domowym
Żaden z tych telewizorów nie udaje, że zastąpi porządny soundbar – i całe szczęście. Zamiast tego oba stawiają na klarowność i zrozumiałość. Dialogi są wyraźne nawet wtedy, gdy w tle ktoś myje naczynia albo otwiera okno. W praktyce oznacza to mniej cofania scen i mniej nerwowego sięgania po pilota.
Jeśli dołożysz soundbar Samsunga, oba modele potrafią sensownie współpracować z jego głośnikami, zamiast je wyciszać. Efekt? Dźwięk, który wypełnia pomieszczenie, ale nie dominuje go. Czyli dokładnie to, czego chcesz w zwykły wieczór – a nie tylko podczas seansu „na pokaz”.

Smart TV, który nie przeszkadza
System operacyjny w obu modelach działa szybko i przewidywalnie. A to dziś większy komplement, niż mogłoby się wydawać. Aplikacje uruchamiają się bez zwłoki, menu nie gubi się we własnych animacjach, a pilot – zasilany światłem zamiast bateriami – po prostu robi swoje.
Siedem lat aktualizacji to coś, co docenisz dopiero po czasie. Kiedy za trzy, cztery lata wciąż będziesz mieć dostęp do nowych aplikacji i funkcji, zamiast komunikatu: „Twoje urządzenie nie jest już wspierane”.
Który z nich zostaje na dłużej?
S85F jest jak dobrze zaprojektowany mebel – pasuje do każdego wnętrza i nie narzuca się charakterem. Idealny do codziennego oglądania, długich wieczorów i sytuacji, w których telewizor jest częścią życia, a nie jego centrum.
S90F to propozycja dla tych, którzy chcą czasem poczuć „wow”. Dla graczy, kinomanów, ludzi, którzy wiedzą, że w piątkowy wieczór naprawdę siądą przed ekranem i będą oglądać – nie tylko zerkać.
I może właśnie w tym tkwi sens obu tych modeli. Nie próbują być wszystkim dla wszystkich. Pojawiają się wtedy, gdy są potrzebne – i znikają, gdy gasną światła w salonie. A reszta? To już tylko kwestia tego, jak wygląda twój dzień.



