Nowy elektryczny SUV Lexusa dostaje steer-by-wire i wirtualną skrzynię biegów. Brzmi futurystycznie, ale chodzi o coś prostszego – inne odczucie prowadzenia.
Kiedy w 1989 roku na drogi wyjechał pierwszy Lexus LS 400, mało kto mówił o nim jak o technologicznym eksperymencie. Bardziej jak o samochodzie, który robi wszystko „jak trzeba” – cicho, miękko i z japońską obsesją detalu. Elektryczna regulacja wysokości pasów, wycieraczki zmieniające kąt pracy, ultradźwiękowe usuwanie wody z lusterek. Drobiazgi, które nie krzyczały w folderach, ale w codziennym użytkowaniu miały sens.
Później było podobnie. Lexus RX praktycznie stworzył segment premium SUV-ów, a w 2005 roku marka zaczęła elektryfikować go na serio. Do dziś sprzedała blisko 3,5 mln hybryd – i to już nie ciekawostka, tylko stały element krajobrazu. W międzyczasie pojawiła się pierwsza na świecie ośmiobiegowa automatyczna skrzynia w Lexus LS 460, bambusowa kierownica w Lexus GS czy dwukomorowa poduszka powietrzna pasażera w Lexus IS. Lexus rzadko robił rewolucję dla samej rewolucji – raczej przesuwał granice o kilka centymetrów, ale w miejscach, które realnie czuć.
Teraz przyszła pora na Lexus RZ.
Kierownica, której… nie trzeba przekładać
Nowe wcielenie elektrycznego SUV-a dostaje układ steer-by-wire oraz wolant zamiast klasycznej, okrągłej kierownicy. W wersji RZ 550e F SPORT system jest standardem i działa w sposób, który trudno zrozumieć, dopóki się go nie spróbuje.
Między wolantem a kołami nie ma mechanicznego połączenia. Sygnał jest cyfrowy, a przełożenie zmienia się w zależności od prędkości. Efekt? Od pozycji neutralnej do pełnego skrętu w lewo lub prawo wystarczy 200 stopni. W praktyce oznacza to niemal całkowity brak „przekładanki rąk” przy manewrach. Parkowanie nie przypomina już ćwiczeń z kursu na prawo jazdy, a szybkie łuki nie wymagają łapania obręczy w pół obrotu.
Sam wolant daje też więcej przestrzeni – łatwiej wsiąść i wysiąść, lepsza widoczność zegarów i drogi. Brzmi jak detal, ale w aucie, w którym spędzasz czas codziennie, ergonomia potrafi być bardziej przełomowa niż kolejny ekran.




Manual w elektryku? Trochę tak, trochę nie
Druga nowość jest jeszcze ciekawsza. Interactive Manual Drive, dostępny wyłącznie w RZ 550e F SPORT, symuluje ośmiobiegową skrzynię w samochodzie elektrycznym. Za pomocą manetek zmieniasz „wirtualne” przełożenia. Towarzyszą temu realistyczne dźwięki, wizualny obrotomierz z wirtualnymi obrotami, wyraźniejsza reakcja na gaz i odczuwalne przeciążenia.
Oczywiście fizycznie nie zmieniasz żadnych biegów – silnik elektryczny ich nie potrzebuje. Ale Lexus najwyraźniej uznał, że część kierowców wciąż chce czuć rytm przyspieszania, moment „wejścia” na wyższe przełożenie, kontrolę nad dynamiką w bardziej analogowy sposób. To trochę jak filtr analogowy w aplikacji do zdjęć – nie jest konieczny, ale potrafi nadać doświadczeniu charakter.
Czy to potrzebne? Dla jednych będzie to gadżet. Dla innych sposób na oswojenie elektrycznej ciszy i liniowego przyspieszania, które bywa aż zbyt sterylne.
Komfort bez fajerwerków
Warto pamiętać, że już pierwsza odsłona RZ z 2022 roku przyniosła promiennikowe ogrzewanie dla przednich pasażerów. Rozwiązanie poprawia komfort w chłodne dni i ogranicza zużycie energii – zamiast nagrzewać całe wnętrze, skupia się na człowieku. Proste, logiczne, efektywne. W duchu marki.
Nowy RZ nie próbuje więc udowadniać, że przyszłość jest spektakularna. Raczej pokazuje, że może być bardziej intuicyjna. Steer-by-wire i wirtualne biegi to nie tylko technologiczne ciekawostki, ale próba przepisania relacji kierowcy z samochodem – tak, by mniej kręcić kierownicą, a bardziej skupić się na drodze.
I może o to w tym wszystkim chodzi. Nie o to, żeby było „przełomowo”, tylko żeby po kilku dniach jazdy trudno było wrócić do starego sposobu prowadzenia.



