Są takie tytuły, które w 1994 roku wyprzedziły peleton tak bardzo, że zamiast na podium wylądowały na marginesie historii. Live A Live był jednym z nich: ambitny, dziwny, rozczłonkowany, a przez to – niewygodny do sprzedaży. W 2022 roku wrócił w oprawie HD-2D i nagle okazało się, że to nie ekscentryczny relikt, tylko zbiór pomysłów, z których branża korzysta od lat, często nawet o tym nie wiedząc. Jakby ktoś wyjął z archiwum kasetę z demówką zespołu, który nigdy nie przebił się do mainstreamu, a potem pół sceny niezależnej cytowało ją po cichu przez trzy dekady.
Live A Live nie udaje jednej wielkiej opowieści. To raczej antologia – osiem krótkich historii rozsianych po czasie i gatunkach, od prehistorii, gdzie dialog zastępuje pomruk i gest, po klaustrofobiczny science fiction na statku kosmicznym. Każdy epizod ma własny rytm, własny język i własny pomysł na to, czym w danym momencie ma być gra RPG. Raz bliżej mu do przygodówki, innym razem do turniejowego mordobicia rodem ze Street Fightera, a jeszcze innym do cichej infiltracji, gdzie pytanie „ile istnień masz dziś na sumieniu?” jest realnym wyborem, nie tylko statystyką w menu.
To, co spaja te historie, to system walki – siatkowy, turowy, z licznikiem czasu przypominającym ATB, ale bez klasycznej buchalterii many i punktów umiejętności. Każda akcja kosztuje czas, a przestrzeń staje się tak samo ważna jak siła ciosu. Możesz rzucać najsilniejsze ataki do woli, ale jeśli źle staniesz, przeciwnik wytrąci cię z rytmu szybciej niż nieudany pressing w środku pola. To system z potencjałem na głęboką taktykę, który jednocześnie bywa bezczelnie prosty – i właśnie w tym tkwi jego paradoks. Live A Live daje narzędzia do finezyjnej gry, ale często kusi, by wygrać siłą rozpędu. Do czasu.
Bo potem przychodzi finał, a wraz z nim nagły skok trudności, jakby reżyser uznał, że teraz sprawdzimy, czy naprawdę słuchałeś uważnie. Dla jednych to satysfakcjonująca próba charakteru, dla innych – zimny prysznic po serii lekkich odcinków. Ten kontrast najlepiej oddaje naturę całej gry: jest nierówna, czasem zbyt skrótowa, czasem przeciągnięta, ale nigdy obojętna. Nawet gdy potyka się o własne tempo, robi to z osobowością.








Największą siłą Live A Live pozostaje jednak narracja. Nie dlatego, że jest szczególnie złożona – często operuje archetypami i skrótami myślowymi – ale dlatego, że potrafi zaskoczyć perspektywą. Gdy wszystkie historie zaczynają się ze sobą splatać, gra przestaje być zbiorem ciekawostek, a staje się opowieścią o wyborach, konsekwencjach i tym, jak różne epoki ubierają te same emocje w inne kostiumy. To trochę jak składanka filmów krótkometrażowych, które osobno działają dobrze, ale razem nagle mówią coś więcej. I mówią to bez mentorskości – raczej półgłosem, z ironią i szacunkiem dla inteligencji odbiorcy.
HD-2D robi tu dokładnie to, co powinno – podbija klimat, nie zagłuszając źródła. Pixel art ma oddech, światło buduje nastrój, a muzyka Yoko Shimomury – zaaranżowana na nowo, lecz wierna duchowi oryginału – spina epoki lepiej niż jakikolwiek narrator. To soundtrack, który równie dobrze mógłby trafić na winyl i spokojnie broniłby się poza grą, jak dobra ścieżka dźwiękowa z kina autorskiego.
Czy wszystko tu działa idealnie? Oczywiście, że nie. Niektóre epizody kończą się szybciej, niż byśmy chcieli, inne potrafią zmęczyć powtarzalnością. Balans bywa chimeryczny, a kilka rozwiązań projektowych zdradza metrykę z lat 90. Ale zamiast wadliwego eksponatu dostajemy dzieło, które wciąż żyje j jest trochę jak stary stadion po modernizacji –może nie wszystko spełnia współczesne normy, ale atmosfera jest nie do podrobienia.
Werdykt
NASZYM ZDANIEM
Live A Live to dowód na to, że czasem najbardziej nowoczesne gry to te, w które po prostu wreszcie pozwolono nam zagrać.
Plusy
Odważna, antologiczna struktura. Różnorodne mechaniki dopasowane do epok. Klimatyczna oprawa HD-2D. Znakomita muzyka. Finał, który sensownie spina całość i zostawia po sobie myśl. Krótka, intensywna forma.
Minusy
Nierówny balans trudności, zwłaszcza pod koniec. Część epizodów aż prosi się o większy „oddech”. System walki z potencjałem, który nie zawsze jest w pełni wykorzystywany.



