SOCJAL
Do góry

TEST: Leica TL

Czy drogie może być tanie? Leica TL pokazuje, że taki paradoks jest po części możliwy, ale tylko gdy spojrzymy na ceny wcześniejszych produktów tej marki…

Wielu pasjonatów fotografii wie, do czego zdolne są aparaty oraz obiektywy wyprodukowane przez firmę Leica. Podstawowy problem polega na tym, że w większości przypadków na zakup takiego osprzętu trzeba szykować pięciocyfrową kwotę, co znacząco ogranicza liczbę jego potencjalnych nabywców. Czy wyceniony z nieco większym wyczuciem model TL ma szansę zmienić ten stan rzeczy?

Najnowszy aparat tej marki zasługuje na konsumencką uwagę z wielu różnych powodów. Ma do bólu minimalistyczny wygląd, jego korpus został wykonany z poddanego rzemieślniczej obróbce pojedynczego fragmentu aluminium i w stosunku do innych modeli sygnowanych logiem z charakterystyczną czerwoną kropką, może pochwalić się relatywnie „niską” ceną (7 300 PLN za korpus). Oszczędne w swej formie wzornictwo i dbałość o wizualną spójność designu przełożyły się m.in. na brak wizjera, ale w ramach rekompensaty otrzymujemy tutaj przepastny wyświetlacz dotykowy o przekątnej aż 3,7 cala.

Na potrzeby tego testu otrzymaliśmy dodatkowo dwie „lufy”: ultra szybki i niezwykle jasny obiektyw 23 mm o jasności f/1.2 stworzony do szerokokątnych ujęć oraz uniwersalnego zooma 18-56 mm o jasności f/3.5-5.6.

Poza opisywaną tutaj wersją srebrną, model TL można też nabyć w czarnym lub tytanowym wariancie kolorystycznym, a sam aparat jest tak mały, że bez większych kłopotów mieści się do kieszeni zimowo-wiosennej kurtki wraz z pierwszym z wymienionych przed momentem obiektywów.

DUŻY SENSOR, DUŻA PAMIĘĆ

Najistotniejszym komponentem Modelu TL jest sensor APS-C, który pomimo bycia zamkniętym w kompaktowym korpusie posiada podobne rozmiary do tych, jakie można znaleźć w wielu porządnych lustrzankach. Niektórzy mogą (i poniekąd całkiem słusznie) narzekać, że Leica nie zdecydowała się tutaj na montaż sensora pełnoklatkowego, ale w naszym odczuciu wiąże się to z faktem, że model TL jest postrzegany przez producenta jako urządzenie przeznaczone raczej dla amatorów, a nie fotograficznych profesjonalistów.

TL został wyposażony w mocowanie obiektywu Leica L, umożliwiające podłączenie do aparatu sześciu dostępnych obecnie kompatybilnych obiektywów tej marki – trzech standardowych oraz trzech zoomów. Co ciekawe, projektanci tego modelu postanowili uczynić go w pewnym względzie podobnym do smartfonów, umieszczając w środku wbudowaną pamięć o pojemności 32 GB. Jest ona zdolna pomieścić ok. 1 000 zdjęć, ale jeśli dla kogoś byłaby to niewystarczająca liczba (lub po prostu lubi zapisywać foty na wymiennych nośnikach danych), to do dyspozycji mamy tu również slot na kartę pamięci SD/SDHC/SDXC.

Rzucając szybko okiem w systemowe menu, widzimy z kolei, że praktycznie każda z funkcji tego aparatu ma przypisany wirtualny przycisk. Jeśli mamy ochotę, LT możemy obsługiwać też zdalnie, korzystając z mobilnej aplikacji stworzonej z myślą o smartfonach z systemami iOS/Android.

FUNKCJONALNOŚĆ

Aby zachować jak największą spójność minimalistycznego wzornictwa, Leica postanowiła maksymalnie ograniczyć liczbę fizycznych przycisków/przełączników. Te, które pozostały, niekoniecznie pozwalają na wygodną obsługę aparatu, co widoczne jest przede wszystkim w przypadku dziwnie zaprojektowanego przycisku migawki. Pokrętła funkcyjne w oszałamiającej liczbie dwóch sztuk, również nie rzucają na kolana, dlatego też naprawdę warto docenić, że model TL otrzymał duży i zarazem bardzo jasny wyświetlacz LCD, umożliwiający wygodną obsługę funkcji oferowanych przez to urządzenie.

Po prawo od spustu migawki umieszczony został przycisk dedykowany funkcji nagrywania wideo. Po jego naciśnięciu, widok ekranu natychmiastowo przełącza się na proporcję 16:9, a w ułamek sekundy po tym zaczyna być nagrywany film. Maksymalna jakość materiału wideo to Full HD przy 30 kl./s – nie jest więc źle, ale w tej cenie bez trudu można kupić już aparaty oferujące opcję rejestrowania filmów w rozdzielczości 4K.

32 GB WBUDOWANEJ PAMIĘCI PRZYDA SIĘ, GDY ZAPOMNIMY WZIĄĆ ZE SOBĄ KARTY SD.

Z czysto użytkowego punktu widzenia trzeba mieć na uwadze, że oszlifowana aluminiowa obudowa prezentuje się pięknie i ma lekką wagę, ale jednocześnie nie oferuje zbyt pewnego chwytu. Z tego powodu najlepszą jakość filmów uzyskamy wtedy, gdy będziemy trzymać aparat dwiema rękami. Inną opcją jest kupno skórzanego wdzianka na korpus aparatu lub nabycie jakiegoś miniaturowego statywu.

Dla wielu osób sporym uniedogodnieniem może okazać się brak fizycznego przycisku Review, pozwalającego na szybki podgląd rejestrowanego materiału. Tu również trzeba więc zdać się na wyświetlacz i chociaż systemowe menu oraz sposób jego obsługi przemyślano dobrze, to jednak cały proces przeglądania zdjęć/filmów odbywa się znacznie wolniej niż miałoby to miejsce w przypadku korzystania z dedykowanego tej funkcji przycisku.

Dobrze należy ocenić litowo-jonową baterię, która przy pełnym naładowaniu zapewnia aparatowi energię pozwalającą na zrobienie ok. czterystu zdjęć. W opakowaniu znajdziemy firmową ładowarkę działającą z modelami T i TL, ale nic nie stoi też na przeszkodzie w napełnieniu akumulatora z wykorzystaniem złącza USB.

TRYBY I WYDAJNOŚĆ PRACY

Jak się już pewnie domyślasz, tryby pracy aparatu wybierane są nie za pomocą pokrętła, tylko z użyciem wirtualnych przycisków na wyświetlaczu. Poza czterema podstawowymi trybami mamy tu także tryb scen, oferujący możliwość robienia zdjęć z wykorzystaniem predefiniowanych ustawień dedykowanych określonym warunkom fotograficznej sesji. Oprócz wielu standardowych opcji, naszą uwagę zwróciły te zaprojektowane z myślą o robieniu nocnych zdjęć portretowych, fotek fajerwerków czy ujęć obiektów znajdujących się na śniegu.

Warto wspomnieć też o wbudowanej lampie błyskowej, której aktywacja również wymaga miziania wyświetlacza – nawet wtedy, gdy wyjechała już ona z korpusu. Co kto lubi, ale w naszym odczuciu Leica zdecydowanie za bardzo poszła w minimalizm i gdyby nie instrukcja, to niedoświadczony fotograf miałby tu naprawdę niezłą szkołę jazdy. Dziwi to tym bardziej, że TL w swym założeniu jest modelem zaprojektowanym raczej z myślą o amatorach, chcących przy jak najmniejszym nakładzie sił osiągnąć jak najlepsze rezultaty.

Żeby jednak nie było, że marudzimy – Leica wyposażyła swojego systemowca w całkiem sporą liczbę ciekawych narzędzi i udogodnień, dzięki którym osoby nie mające zbyt dużego doświadczenia w fotografii będą mogły się uczyć i odkrywać tajniki tego hobby. Przykładem może być tutaj histogram „na żywo”, z pomocą którego nawet początkujący fotograf bardzo łatwo ogarnie temat jasności danego ujęcia.

W Leice TL nie zabrakło też miejsca dla trybu symulacji filmu, nazwanego tutaj po prostu „Film”. Poza standardową opcją, użytkownik ma do dyspozycji cztery dodatkowe warianty ustawień: obrazowy, naturalny, czarno-biały naturalny oraz czarno-biały w wysokim kontraście. W każdym z powyższych trybów mamy możliwość dodatkowej zmiany kontrastu, ostrości oraz nasycenia. Ten ostatni parametr warto mieć na uwadze, gdyż zdjęciom robionym przez ten aparat dość często brakuje odpowiedniego nasycenia i opcja jego wygodnej zmiany okazuje się dość przydatna.

GŁADKI METALOWY KORPUS WYGLĄDA ŚWIETNIE, ALE NIE JEST ZBYT WYGODNY W TRZYMANIU.

Poza JPEG-ami, zdjęcia mogą być zapisywane w postaci plików w formatach DNG i RAW. Zaletą tych ostatnich jest oczywiście ich wartość dla osoby mającej poddawać je szczegółowej obróbce w Photoshopie lub innym podobnym oprogramowaniu graficznym. Oceniając ogólną jakość zdjęć trzeba jasno powiedzieć, że generalnie cechują się one dość wysokim poziomem szczegółowości – nawet jeśli mówimy tu o detalach ciemniejszych fragmentów danego ujęcia.

Czy Leica TL jest zatem sprzętem, na który możesz śmiało szykować swoje pieniądze? Cóż, raczej tylko wtedy, gdy masz mocno przerośnięte fotograficzno-hipsterskie ego lub gdy nie przeraża cię perspektywa kupna obiektywów, których cena nierzadko potrafi przerosnąć koszt tego aparatu. Technologicznie nie mamy to do czynienia ze słabym produktem, ale czy warto płacić tyle kasy za dodatek w postaci czerwonej kropki oraz konstrukcję, która w swej minimalistycznej formie nie rzuca na kolana swą użytecznością? Mniej ekskluzywna konkurencja oferuje więcej za mniej, więc cytując klasyka: „po co przepłacać?”

SPECYFIKACJA

  • CENA 7 300 PLN
  • ROZDZIELCZOŚĆ SENSORA 16 Mpix
  • WYŚWIETLACZ 3,7-calowy LCD
  • MOCOWANIE OBIEKTYWU Leica L
  • PAMIĘĆ 32 GB wbudowanej plus slot na kartę SD/SDHC
  • ŁĄCZNOŚĆ Wi-Fi, USB, HDMI
  • WAGA 384 g
  • WYMIARY 134x69x33 mm

Ocena

  • Design
  • Jakość wykonania
  • Funkcjonalność
  • Cena

Zdaniem T3

Ekskluzywny i robiący ładne zdjęcia systemowiec, który poza niewątpliwym powabem ma jednak sporo wad.

3.3

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Więcej w Testy

  • TEST: Navdy

    Futurystyczny wyświetlacz head-up firmy Navdy to niezły gadżet dla osób kochających technologię i samochody.

    Maciej Adamczyk25/09/2017
  • TEST: Olympus PEN-F

    Powrót do przeszłości w nowoczesnym wydaniu od Olympusa, czyli idealny przepis na zyskanie uwagi retromaniaka.

    Marcin Kubicki22/09/2017
  • TEST: Samsung HW-MS650

    Zastanawiasz się, czy soundbar może stanowić alternatywę dla klasycznego zestawu kina domowego?

    Michał Lis20/09/2017
  • TEST: Microsoft Surface Book

    Surface Book nie powinien działać, ale o dziwo, daje radę.

    Marcin Kubicki15/09/2017
  • TEST: SoundMAGIC BT100

    Wygodne, solidnie wykonane i świetnie brzmiące słuchawki z wbudowanym mikrofonem w przystępnej cenie? To możliwe!

    Michał Lis12/09/2017