SOCJAL
Do góry

Gadżety są wieczne

Historia zabawek Jamesa Bonda pokazuje, że spora część z nich znalazła po latach zastosowanie
we współczesnym świecie…

W 1997 roku na ekranach kin oglądaliśmy Pierce’a Brosnana, który w scenie ucieczki samochodem wskoczył na tylną kanapę swej fury i chowając się przed świszczącymi w powietrzu kulami kierował autem za pomocą pilota z panelem LCD oraz wbudowanym trackpadem. W tamtym czasie wielu widzów mogło przecierać oczy ze zdumienia, gdyż taki gadżet w ich opinii mógł powstać wyłącznie w zakamarkach sowicie finansowanych wojskowych laboratoriów. Dziś rzeczywistość wygląda zgoła inaczej, o czym wiedzą np. posiadacze najnowszego modelu BMW Serii 7, którzy niczym agent 007 są w stanie zdalnie zaparkować swoje auto, korzystając z kluczyka z miniaturowym wyświetlaczem. To zaledwie jeden z wielu przykładów na to, jak bardzo filmy o Bondzie kreowały technologiczną rzeczywistość…

W pierwszej powieści o przygodach Bonda, Ian Fleming nie wyposażył bohatera swej książki w jakieś zapadające w pamięć gadżety. 007 musiał wtedy polegać w zasadzie wyłącznie na swojej intuicji, uroku osobistym oraz trzeźwości umysłu, mąconej niekiedy kieliszkiem wytrawnego Martini. Pojawienie się Bonda na wielkim ekranie również nie przysporzyło mu łatki gadżeciarza – no, chyba że weźmiemy pod uwagę zegarek Rolex Submariner, którym James szpanował w „Doktorze No”.

Przywiązanie do bajeranckich akcesoriów angielski agent zamanifestował dopiero w 1963 roku w „Pozdrowieniach z Rosji”. To właśnie w tym filmie Q wyposażył 007 w specjalną walizkę, jakiej nie sposób byłoby znaleźć w żadnym sklepie z męską galanterią. Produkt ten był oczywiście wykonany z dbałością o najmniejsze szczegóły, ale jego najbardziej charakterystyczną cechą było to, że w rękach swego właściciela stawał się wyjątkowo zmyślnie zaprojektowaną bronią. Po pierwsze, walizka ta podobnie jak gitarowy futerał z „Desperado” skrywała w sobie karabin maszynowy. Gdy kończyły się naboje, Bond mógł w mgnieniu oka wyjąć schowany w niej nóż lub wydobyć z niej niewielki składany karabin snajperski. Jakby tego było mało, opisywane akcesorium wyposażono w system ochrony przed niepowołanym dostępem – osoba otwierająca tę walizkę w tradycyjny sposób musiała się liczyć z przyjęciem na klatę eksplozji wywołanej przez ukryte w zatrzaskach ładunki wybuchowe.

Dziś większość z nas może pozwolić sobie na zakup walizki z wbudowanymi gadżetami.

Koncepcja na projektowanie podobnych (choć oczywiście znacznie mniej śmiercionośnych) walizek jest już dość stara i na przestrzeni kilkudziesięciu minionych lat wielu firmom udawało się stworzyć bardzo praktyczne nosidełka. W ostatnim czasie uwagę technologicznych geeków przyciągnął produkt marki iMbrief. Ta zabezpieczona czytnikiem linii papilarnych walizka niczym szwajcarski scyzoryk łączyła w sobie funkcjonalność kilku przedmiotów, gdyż poza komorą służącą do transportu najpotrzebniejszych rzeczy posiadała moduł GPS, powerbank pozwalający na ładowanie urządzeń mobilnych, dwa porty USB oraz slot na kartę pamięci. Ostatnie z komponentów przydają się w przypadku chęci posłuchania muzyki – walizka iMbrief posiada bowiem także wbudowany odtwarzacz z 2-watowymi głośnikami.

ZAPROJEKTOWANA PRZEZ Q WALIZKA W RĘKACH SWEGO BONDA STAWAŁA SIĘ WYJĄTKOWO NIEBEZPIECZNĄ BRONIĄ

Nieodłącznym towarzyszem Bonda praktycznie od zawsze był jego samochód. Za jedną z najbardziej kultowych fur 007 wielu fanów do dziś uważa Aston Martina DB5, jaki pojawił się w „Goldfingerze”. Pomijając uzbrojenie oraz przydatną katapultę ukrytą pod fotelem pasażera, auto to po raz pierwszy zaprezentowało światu, jak mógłby wyglądać samochodowy moduł nawigacji satelitarnej. Urządzenie to pozwoliło Bondowi w nieco prymitywny ze współczesnego punktu widzenia sposób śledzić nikczemnego Goldfingera i kto wie czy nie stanowiło ono inspiracji dla projektantów modułów nawigacji satelitarnej, w które dziś fabrycznie wyposażana jest większość samochodów zjeżdżających z linii produkcyjnych. Obecnie technologie wykorzystujące nawigację satelitarną dostępne są w zasadzie w każdym urządzeniu mobilnym. GPS montowany w smartfonach czy tabletach umożliwia całkiem precyzyjne określenie lokalizacji, a na rynku pojawia się coraz więcej gadżetów pozwalających na zdalne śledzenie osób trzecich. Co najlepsze, mamy do nich dziecinnie łatwy dostęp bez konieczności posiadania uprawnień detektywa lub wymogu przynależności do jakiejś tajnej służby.

PIORUNUJĄCE GADŻETY

Wraz z nadejściem 1965 roku i premierą „Operacji Piorun”, Bond otrzymał od Q kilka zupełnie nowych zabaweczek. Jedną z nich był zmodyfikowany zegarek marki Breitling, używany przez 007  do wykrywania lokalizacji dwóch skradzionych głowic nuklearnych. Jako ciekawostkę można przytoczyć fakt, że oryginalny model noszony w filmie przez Seana Connery’ego został sprzedany na jednej z londyńskich wyprzedaży garażowych za kwotę ok. 150 PLN. Nie trzeba chyba dodawać, iż szczęśliwy nabywca postanowił pozbyć się go z wielokrotną przebitką, uzyskując na aukcji blisko 930 000 PLN. Chcąc posiadać zega-rek podobny do opisywanego bondowskiego sikora możesz sprawdzić ofertę firmy MTM, która od lat produkuje zegarki przeznaczone dla żołnierzy i pracowników służb specjalnych. W jej ofercie figuruje m.in. model Special Ops RAD – zegarek wyposażony w licznik Geigera, ostrzegający swego posiadacza przed radioaktywnym promieniowaniem.

W „Operacji Piorun” pojawił się również niezwykły odrzutowy plecak. Tego typu urządzenie nawet dziś chciałby posiadać niejeden miłośnik gadżetów i nie ma się co dziwić, że urządzenia te kosztują tyle co luksusowe auta. Przykładem może być tutaj  Martin Jet Pack. Plecak ten dostępny jest w cenie ponad 500 000 PLN, a chętnych na jego zakup jest tylu, że chcąc zamówić dziś jeden egzemplarz na dostawę musiałbyś czekać minimum rok.

PIERWOWZÓR SMARTWATCHA

W każdym filmie Bond posiadał na nadgarstku jakiś zegarek. Pierwszym modelem, który choć trochę przypominał współczesne smartwatche był zmodyfikowany na potrzeby zdjęć do „Ośmiorniczki” Seiko G757 Sports 100. Zegarek ten poza pokazywaniem aktualnej godziny wskazywał też lokalizację śledzonego obiektu i posiadał nawet niewielki kolorowy wyświetlacz, co jak na rok 1984 było nie lada sensacją, gdyż mało kto przypuszczał wtedy, że niewielkie noszone na ręce urządzenie mogłoby oferować tak dużą funkcjonalność. Dziś oczywiście sytuacja przedstawia się zgoła inaczej i coraz mniej ludzi dziwi się, gdy widzi kogoś rozmawiającego z  zegarkiem lub wysyłającego z jego użyciem krótkie wiadomości tekstowe.

TENDENCJA DO MINIATURYZACJI URZĄDZEŃ ELEKTRONICZNYCH BYŁA WIDOCZNA W WIĘKSZOŚCI BONDOWSKICH PRODUKCJI

Tendencja do miniaturyzacji urządzeń elektronicznych była widoczna w większości bondowskich produkcji. Już w „Pozdrowieniach z Rosji” Sean Connery posiadał kompaktową kamerę szpiegowską Minox. Gadżet służący do dyskretnego nagrywania filmów stał się jeszcze mniejszy i został upchnięty w specjalne polaryzowane okulary, które w „Zabójczym widoku” nosił na nosie Roger Moore.

Problemy z korkami w drodze do pracy? Zamiast auta kup więc sobie odrzutowy plecak.

Przykładów współczesnego naśladownictwa nie trzeba szukać daleko, gdyż nawet średnio obeznana z technologiczną branżą osoba musiała na przestrzeni ostatnich kilkunastu miesięcy słyszeć np. o okularach Google Glass. Miniaturowe kamery są obecnie dostępnie praktycznie dla każdego. Pomijając urządzenia przydatne prywatnym detektywom, w sprzedaży bez problemu można znaleźć sprzęt o niewielkich gabarytach pozwalający na filmowanie bez konieczności trzymania kamery w ręku. Przykładem może być tutaj chociażby kompaktowa kamerka Narrative Clip 2.

TECHNOLOGICZNE PROROCTWA BONDA

Technologie w filmach z Bondem ewoluowały z biegiem czasu i dawały widzom przedsmak tego, czego można się było spodziewać po urządzeniach mających trafić do sprzedaży w niedalekiej przyszłości. Podczas oglądania „Quantum of Solace” mieliśmy okazję podziwiać prototypową wersję Samsunga SUR40 – stołu z 40-calowym ekranem dotykowym współpracującym z komputerem Microsoft PixelSense. Obecnie, przy odpowiednio zasobnym portfelu, możemy kupić sobie podobny gadżet. Za kwotę ok. 25 000 PLN nabędziemy Duet MultiTouch Coffee Table będący niczym innym jak designerskim stolikiem do kawy, którego blat stanowi gigantyczny 46-calowy tablet zdolny do pracy w oparciu o Androida lub Windowsa.

Podobnych przykładów na to, że dzieła Q w przygodach agenta 007 wyprzedzały swoje czasy jest od groma. Kto wie, może następca Daniela Craiga w kolejnej części Bonda będzie korzystał z headsetu VR? Pożyjemy, zobaczymy…

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Więcej w Publikacje

  • Kawa i technologia

    Czy najnowszej generacji ekspresy do kawy i garść sztuczek mogą ze zwykłego miłośnika espresso uczynić prawdziwego baristę?

    Maciej Adamczyk07/09/2017
  • Wyścigi dronów

    Zawody wyścigowe z dronami zdolnymi do lotu z zawrotnymi prędkościami to sport przyszłości.

    Maciej Adamczyk04/08/2017
  • Wywiad: Jean-Michel Jarre

    Dlaczego JMJ lubi wracać do Polski? Już wiemy!

    Michał Lis06/07/2017
  • Nowe życie z robotami

    Czy zastanawialiście się kiedyś, jak może wyglądać przyszłość, w której będziemy się kontaktować prawie wyłącznie z robotami?

    Maciej Adamczyk04/07/2017
  • Technologiczna impreza!

    Po ciężkim tygodniu pracy, każdy zasługuje na chwilę oddechu i relaks w gronie znajomych.

    Maciej Adamczyk01/06/2017